W czasach, gdy łatwiej sięgnąć po telefon, niż wyciągnąć pomocną dłoń, pochodzący z Nowej Soli Tomasz Farganus rzucił się w ogień. Wyciągnął z płonącej ciężarówki obcego mężczyznę. Uratował mu życie.
– Zawsze powtarzam, że pochodzę z Nowej Soli – mówi Tomasz (43 l.). Tego, co wydarzyło się 7 lipca, nie zapomni nigdy.
Ciężarówka w ogniu
Droga do Białej Podlaskiej. Wczesne popołudnie. Jeep przed nim jedzie zygzakiem – od lewej do prawej krawędzi. Prawie ociera się o inne samochody. W środku – starszy mężczyzna. Stracił przytomność.
Przed Białą Podlaską jest zakręt. Wieś Hrud. Na tym zakręcie jeep wjeżdża w ciężarówkę pełną kartonów, przesyłek – towarów łatwopalnych. Kiedy uderzenie wyrzuca ciężarówkę z toru, kabina wali się na bok. Wybucha pożar.
Śmiertelna pułapka
Drzwi od strony pasażera klinują się o ziemię. Te od strony kierowcy odcina ogień. Zostaje przednia szyba – jedyna droga ucieczki. Ilia Kopiejka, kierowca z Białorusi, wali w nią pięściami. Próbuje nogą. Nic. W kabinie robi się gorąco. Jakby ktoś zamknął metalową puszkę i podpalił. Eksplodują kolejne opony. Dźwięk przypomina wystrzały. Czuć zapach spalenizny. Ilia przelicza: ma może pięć minut, może cztery, zanim eksploduje zbiornik. W jego głowie kłębi się sto myśli na sekundę. Pojawiają się obrazy. Mama, babcia – najważniejsze osoby w życiu. – Beze mnie sobie nie poradzą – martwi się. – To już? Tak szybko? To koniec? – pyta siebie. Przecież 24 lata to nie jest wiek na umieranie.
Kwestia sekund
Tomasz się zatrzymuje.
– Dzwoń na 112 – rzuca do żony i biegnie. Mija gapiów. W dłoniach [paywall] trzymają telefony. Kręcą filmy, robią zdjęcia. Ktoś krzyczy, że w kabinie jest człowiek.
Tomasz okłada szybę pięściami. Kopie. Ktoś próbuje mu pomóc. Ale szkło nie pęka, a płomienie rosną. Wie, że to kwestia sekund.
Ryzykuje wszystkim. Może zginąć. Z tyłu głowy: Alicja i Aleksandra. Dwie córki. Mają 12 i 7 lat. Tomasz jest jedynym żywicielem rodziny. Jeśli ujdzie z życiem, ale bez rąk czy nóg, nie będzie mógł wrócić do pracy. Jest operatorem maszyn. Jednak wie, że musi uratować człowieka. Uderzenie. Jeszcze jedno – silniejsze. I jeszcze. Pęknięcie. Czuć gorąc na skórze, w płucach dym.
– Złap mnie za ręce! – krzyczy Tomasz. Wyciąga Ilię przez dziurę. Chwilę później w kabinie wybucha butla z gazem.
Dopiero teraz, gdy są już bezpieczni, zauważają, że krwawią. Z pomocą spieszy Izabela, żona Tomasza. Ktoś podaje apteczkę, ktoś butelkę z wodą. Większość nadal stoi z telefonami w rękach.
Nie wierzą w przypadki
Skąd w człowieku bierze się taka odwaga, że w obliczu zagrożenia własnego życia ratuje kogoś obcego? Dlaczego Tomasz to zrobił? Dlaczego nie odszedł?
– Taki po prostu jestem – odpowiada. – Nie potrafię przejść obojętnie. Wychowywałem się w Nowej Soli. Pamiętam czasy, gdy była tam bieda i bezradność. To uczy. Ciężkie życie kształtuje charakter.
Kiedyś trenował w Nowej Soli piłkę ręczną. To dyscyplina, w której wszystko dzieje się szybko, decyzje trzeba podejmować natychmiast. Ten sport uczy odporności psychicznej.
Później Tomasz wyjechał do pracy za granicę. Tam poznał Izabelę. Zamieszkali pod Białą Podlaską, we wsi Stary Bubel. Dwa lata temu zapisał się do OSP we wsi Gnojno. Ukończył podstawowy kurs strażacki. Nie dla prestiżu. Chciał pomagać ludziom.
Wierzy w to, że w życiu nic nie dzieje się przypadkiem.
– Po to ukończyłem kurs, po to jechałem tą drogą i byłem na tym zakręcie, żeby uratować tego człowieka – mówi.
Ilia też nie wierzy w przypadki.
– Tak miało być, że to ja, w dużej ciężarówce, wjechałem wtedy na zakręt. Byłem jak tarcza. Gdyby zamiast mnie był tam osobowy samochód, z rodziną, z dziećmi, nikt by nie przeżył. Doszłoby do tragedii – uważa.
Spoko, będziesz żyć
Serce kierowcy jeepa stanęło. Ratownicy medyczni walczyli o jego życie blisko kwadrans. Udało się – przeżył. Helikopter zabrał go do szpitala.
Tomasz i Ilia, choć od śmierci dzieliły ich sekundy, z wypadku wyszli żywi. Tomasz ma ponad 20 szwów na poranionych szkłem rękach. Ilia – głęboką ranę w nodze. Spotkali się ponownie na szpitalnym korytarzu. Ilia się rozpłakał.
– Spoko, będziesz żyć. To jest najważniejsze – powiedział Tomasz.
Z powodu emocji, nie pamiętają wiele.
Ilia wrócił do mamy i babci na Białoruś. Jeszcze nie wie, kiedy znów odważy się usiąść za kierownicą. Dzięki Tomaszowi nadal może planować życie i marzyć. Chce skończyć studia, zostać inżynierem.
Tomasz wrócił do żony i dzieci. Okrzyknięto go bohaterem. Głowę ma jednak pełną dymu, ognia, krzyku. I twarzy ludzi, którzy stali przy drodze, nagrywali telefonami, ale nie ruszyli z pomocą.
– Ta ludzka obojętność chyba boli najbardziej – mówi.
25
Poprzedni artykuł