Strona główna » Rozkręcili wieś! Święto takie, że palce lizać!

Rozkręcili wieś! Święto takie, że palce lizać!

przez imperia

Święto Lipy zorganizowane przez społeczników z Bielaw okazało się strzałem w dziesiątkę. Udało się zarobić na doposażenie remizy. Dochód ze sprzedaży ciast pójdzie na leczenie chorej sąsiadki. Lipowy Wianek zarobił na dalszą działalność na rzecz wsi. Było smacznie i z tanecznym przytupem. – Udowodniliśmy, że chcieć znaczy móc – podkreśla Anna Zboralska, jedna z organizatorek.
Grupa społeczników z Bielaw w gminie Siedlisko, zrzeszona w stowarzyszeniu Lipowy Wianek, po raz pierwszy zorganizowała w swojej wsi Święto Lipy. Przygotowując imprezę, zapowiadali, że robią to z kilku powodów. Przede wszystkim dla zintegrowania sąsiadów i dla swoich dzieci – żeby miały atrakcje i lekcję pracy społecznej. I to się udało. Mieszkańcy wypełnili plac w Bielawach, a dzieci, sądząc po ich uśmiechach, miały dużo radości. Nie dziwią więc deklaracje społeczników, że za rok postarają się wrócić z tą imprezą. Chcą, by ich święto odbywało się cyklicznie i wpisało w tradycję miejscowości.
Cel dobroczynny
Do organizowania święta przyłączyły się nieocenione kobiety z miejscowego koła gospodyń. Serwowały między innymi swoje pyszne pierogi zwane bielawskimi tarciuchami, które cieszą się coraz większą rozpoznawalnością i renomą w regionie. Panie z sąsiedniej Różanówki też serwowały przysmaki. Rady sołeckie sprzedawały mięsiwo z grilla.
Stanęło też stoisko z ciastami, wyjątkowe, bo dochód ze sprzedaży tych słodkości zasili konto, na którym zbierane są pieniądze na leczenie Marty Śnieżek. Mieszkanka Siedliska walczy z rakiem.
Józef ugotował bigos
Czy udałoby się zorganizować Święto Lipy, gdyby nie pomoc [paywall] strażaków z miejscowej OSP? Byłoby to z pewnością trudne. Grupa zapaleńców wskrzesiła OSP w Bielawach raptem kilka miesięcy temu. A święto okazało się szansą, by nie tylko się wykazać, ale zarobić też trochę pieniędzy na doposażenie remizy. Druhowie sprzedawali bigos i grochówkę.
– Osobiście ten bigos gotowałem – pochwalił się nam Józef Norkiewicz, jeden z druhów, na co dzień kierowca ciężarówki. Mieszając chochlą w kotle wypożyczonym od znajomych, zapraszał do degustacji.
– 25 kilo kiszonej kapusty, do tego poszatkowane 20 dużych główek kapusty, kiełbasa, boczek, mięso z łopatki i garść przypraw – Józef zdradził przepis. To jego popisowe danie. – Gotowałem wczoraj, zacząłem o godzinie 16, skończyłem o 21. Pomagali druhowie z OSP, najbardziej koleżanka Magda – zaznaczył.
Cieszyli się, że mogli pomóc
– Też działam w straży, pomagam chłopakom – przedstawiła się Magdalena Pajser, mama czwórki dzieci, która na co dzień zajmuje się domem. – Bardzo dobrze, że udało się zorganizować Święto Lipy, dzieci i dorośli mają chociaż rozrywkę – przyznała. – A ja cieszę się, że mogę pomagać – dodała.
– My po prostu lubimy pomagać, lubimy organizować – potwierdził Marcin Błajet, kolejny druh z OSP, pracownik firmy produkującej zlewozmywaki.
– Musimy się wspierać nawzajem, jako mieszkańcy Bielaw – powiedział nam 16-letni Mateusz Jakubiszyn, druh OSP, uczeń Elektryka w Nowej Soli. – Żyjemy w ciągłym natłoku spraw. A takie święto pozwala ludziom się zatrzymać, pobyć ze sobą, zjeść bigos, grochówkę, loda, ciasto. Same plusy. Część zarobionych tu pieniędzy przeznaczymy na doposażenie remizy. Czyli za pieniądze z tego festynu będziemy mogli wyjechać do pożaru, jeśli komuś na przykład będzie palił się dom. Tego święta nie robi jakiś biznesmen, tylko my, mieszkańcy, dla siebie. W dzisiejszych czasach ludziom często się nie chce robić takich rzeczy, muszą być liderzy, którzy ich pociągną – zastrzegł Mateusz. Mówiąc o liderach, na myśli miał wolontariuszy z Lipowego Wianka.
Chcieć znaczy móc
Ci wolontariusze, to między innymi Anna i Paweł Zboralscy.
– Jeszcze nasze święto się nie zaczęło, a ludzie już się zbierali na placu, bo nie mogli się doczekać – mówiła nam z przejęciem Anna w trakcie imprezy. Miała w sobie mnóstwo energii, mimo że nie spała przez cała dobę, bo trzeba było wszystko dopiąć na ostatni guzik. – A teraz idę przez plac, uśmiecham się do ludzi i czuję dumę – przyznała. – Organizowanie takiego święta pozwala nabrać wiary w siebie – podkreśliła. – Odważyliśmy się wyjść na scenę, chwycić za mikrofon. Również to jest dla nas, debiutantów, wielkim sukcesem – podkreśliła.
Paweł, mąż Anny, patrzył na zadowolonych mieszkańców i miał gęsią skórkę. – Najpierw człowiek był zły, bo już sił brakowało. Z przygotowań wracaliśmy do domu nad ranem. Ale ta atmosfera, którą dziś tu mamy, wszystko nam wynagrodziła. Ludzie zaufali nam i przyszli. Aż mam ciarki – mówił szczęśliwy Paweł.
– Jestem zadowolona, że to się udało, że ludzie wyszli z domów, że przyszli tu do nas – powiedziała nam Aneta Jewdokimow-Kłonica, kolejna społeczniczka z Lipowego Wianka. – Chcielibyśmy, żeby to święto wpisało się w naszą tradycję. Mam nadzieję, że mieszkańcy też będą tego chcieli – zaznaczyła.
Magdalena Konieczna, kolejna społeczniczka, miała stres przed imprezą. Ten na szczęście szybko minął. – Ja działam w Lipowym Wianku, a mąż w OSP, bo chcemy coś zrobić dla sąsiadów, chcemy pokazać naszemu dziecku, że fajnie być społecznikiem – podkreśliła Magdalena. – To święto jest dla nas wielką lekcją na przyszłość, żebyśmy mogli działać jeszcze prężniej i lepiej – dodała.
– Stres, radość, te wszystkie emocje są we mnie – mówiła przejęta Justyna Sochacka. Przyznała, że dopiero odkrywa w sobie żyłkę społeczniczki. – Zaangażowałam się w działalność w Lipowym Wianku i w przygotowania Święta Lipy, bo chciałam, żeby w Bielawach zadziało się coś pozytywnego. Żeby było miło i ludzie się integrowali – skwitowała.
Społecznicy z Lipowego Wianka mają nadzieję, że ich stowarzyszenie się rozrośnie, że po tak udanym Święcie Lipy do ich drzwi zapukają kolejni mieszkańcy, którzy chcieliby działać na rzecz Bielaw.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz