Święto Lipy zorganizowane przez społeczników z Bielaw okazało się strzałem w dziesiątkę. Udało się zarobić na doposażenie remizy. Dochód ze sprzedaży ciast pójdzie na leczenie chorej sąsiadki. Lipowy Wianek zarobił na dalszą działalność na rzecz wsi. Było smacznie i z tanecznym przytupem. – Udowodniliśmy, że chcieć znaczy móc – podkreśla Anna Zboralska, jedna z organizatorek.
Grupa społeczników z Bielaw w gminie Siedlisko, zrzeszona w stowarzyszeniu Lipowy Wianek, po raz pierwszy zorganizowała w swojej wsi Święto Lipy. Przygotowując imprezę, zapowiadali, że robią to z kilku powodów. Przede wszystkim dla zintegrowania sąsiadów i dla swoich dzieci – żeby miały atrakcje i lekcję pracy społecznej. I to się udało. Mieszkańcy wypełnili plac w Bielawach, a dzieci, sądząc po ich uśmiechach, miały dużo radości. Nie dziwią więc deklaracje społeczników, że za rok postarają się wrócić z tą imprezą. Chcą, by ich święto odbywało się cyklicznie i wpisało w tradycję miejscowości.
Cel dobroczynny
Do organizowania święta przyłączyły się nieocenione kobiety z miejscowego koła gospodyń. Serwowały między innymi swoje pyszne pierogi zwane bielawskimi tarciuchami, które cieszą się coraz większą rozpoznawalnością i renomą w regionie. Panie z sąsiedniej Różanówki też serwowały przysmaki. Rady sołeckie sprzedawały mięsiwo z grilla.
Stanęło też stoisko z ciastami, wyjątkowe, bo dochód ze sprzedaży tych słodkości zasili konto, na którym zbierane są pieniądze na leczenie Marty Śnieżek. Mieszkanka Siedliska walczy z rakiem.
Józef ugotował bigos
Czy udałoby się zorganizować Święto Lipy, gdyby nie pomoc [paywall] strażaków z miejscowej OSP? Byłoby to z pewnością trudne. Grupa zapaleńców wskrzesiła OSP w Bielawach raptem kilka miesięcy temu. A święto okazało się szansą, by nie tylko się wykazać, ale zarobić też trochę pieniędzy na doposażenie remizy. Druhowie sprzedawali bigos i grochówkę.
– Osobiście ten bigos gotowałem – pochwalił się nam Józef Norkiewicz, jeden z druhów, na co dzień kierowca ciężarówki. Mieszając chochlą w kotle wypożyczonym od znajomych, zapraszał do degustacji.
– 25 kilo kiszonej kapusty, do tego poszatkowane 20 dużych główek kapusty, kiełbasa, boczek, mięso z łopatki i garść przypraw – Józef zdradził przepis. To jego popisowe danie. – Gotowałem wczoraj, zacząłem o godzinie 16, skończyłem o 21. Pomagali druhowie z OSP, najbardziej koleżanka Magda – zaznaczył.
Cieszyli się, że mogli pomóc
– Też działam w straży, pomagam chłopakom – przedstawiła się Magdalena Pajser, mama czwórki dzieci, która na co dzień zajmuje się domem. – Bardzo dobrze, że udało się zorganizować Święto Lipy, dzieci i dorośli mają chociaż rozrywkę – przyznała. – A ja cieszę się, że mogę pomagać – dodała.
– My po prostu lubimy pomagać, lubimy organizować – potwierdził Marcin Błajet, kolejny druh z OSP, pracownik firmy produkującej zlewozmywaki.
– Musimy się wspierać nawzajem, jako mieszkańcy Bielaw – powiedział nam 16-letni Mateusz Jakubiszyn, druh OSP, uczeń Elektryka w Nowej Soli. – Żyjemy w ciągłym natłoku spraw. A takie święto pozwala ludziom się zatrzymać, pobyć ze sobą, zjeść bigos, grochówkę, loda, ciasto. Same plusy. Część zarobionych tu pieniędzy przeznaczymy na doposażenie remizy. Czyli za pieniądze z tego festynu będziemy mogli wyjechać do pożaru, jeśli komuś na przykład będzie palił się dom. Tego święta nie robi jakiś biznesmen, tylko my, mieszkańcy, dla siebie. W dzisiejszych czasach ludziom często się nie chce robić takich rzeczy, muszą być liderzy, którzy ich pociągną – zastrzegł Mateusz. Mówiąc o liderach, na myśli miał wolontariuszy z Lipowego Wianka.
Chcieć znaczy móc
Ci wolontariusze, to między innymi Anna i Paweł Zboralscy.
– Jeszcze nasze święto się nie zaczęło, a ludzie już się zbierali na placu, bo nie mogli się doczekać – mówiła nam z przejęciem Anna w trakcie imprezy. Miała w sobie mnóstwo energii, mimo że nie spała przez cała dobę, bo trzeba było wszystko dopiąć na ostatni guzik. – A teraz idę przez plac, uśmiecham się do ludzi i czuję dumę – przyznała. – Organizowanie takiego święta pozwala nabrać wiary w siebie – podkreśliła. – Odważyliśmy się wyjść na scenę, chwycić za mikrofon. Również to jest dla nas, debiutantów, wielkim sukcesem – podkreśliła.
Paweł, mąż Anny, patrzył na zadowolonych mieszkańców i miał gęsią skórkę. – Najpierw człowiek był zły, bo już sił brakowało. Z przygotowań wracaliśmy do domu nad ranem. Ale ta atmosfera, którą dziś tu mamy, wszystko nam wynagrodziła. Ludzie zaufali nam i przyszli. Aż mam ciarki – mówił szczęśliwy Paweł.
– Jestem zadowolona, że to się udało, że ludzie wyszli z domów, że przyszli tu do nas – powiedziała nam Aneta Jewdokimow-Kłonica, kolejna społeczniczka z Lipowego Wianka. – Chcielibyśmy, żeby to święto wpisało się w naszą tradycję. Mam nadzieję, że mieszkańcy też będą tego chcieli – zaznaczyła.
Magdalena Konieczna, kolejna społeczniczka, miała stres przed imprezą. Ten na szczęście szybko minął. – Ja działam w Lipowym Wianku, a mąż w OSP, bo chcemy coś zrobić dla sąsiadów, chcemy pokazać naszemu dziecku, że fajnie być społecznikiem – podkreśliła Magdalena. – To święto jest dla nas wielką lekcją na przyszłość, żebyśmy mogli działać jeszcze prężniej i lepiej – dodała.
– Stres, radość, te wszystkie emocje są we mnie – mówiła przejęta Justyna Sochacka. Przyznała, że dopiero odkrywa w sobie żyłkę społeczniczki. – Zaangażowałam się w działalność w Lipowym Wianku i w przygotowania Święta Lipy, bo chciałam, żeby w Bielawach zadziało się coś pozytywnego. Żeby było miło i ludzie się integrowali – skwitowała.
Społecznicy z Lipowego Wianka mają nadzieję, że ich stowarzyszenie się rozrośnie, że po tak udanym Święcie Lipy do ich drzwi zapukają kolejni mieszkańcy, którzy chcieliby działać na rzecz Bielaw.
22
Poprzedni artykuł