Dariusz Straus, były wójt gminy Siedlisko, zostawił po sobie kilka „trupów” w urzędowej szafie. Jednym z nich jest hałda węgla. Ten trup jeszcze niedawno ważył 190 ton i zalegał na prywatnym placu w Nowej Soli. Hałda znacznie się skurczyła. Jak do tego doszło?
Najpierw przypomnijmy, skąd ten węgiel wziął się na placu w Nowej Soli. Otóż w kwietniu 2022 roku, dwa miesiące po inwazji Rosji na Ukrainę, weszła [paywall] ustawa zakazująca przywozu do Polski i tranzytu przez nasz kraj węgla z Rosji i Białorusi. Rząd Prawa i Sprawiedliwości ratował się importem z innych części świata, między innymi z Kolumbii i Kazachstanu. Straus kupił wtedy dla gminy 455 ton, płacąc 1,5 tysiąca złotych za tonę. Tak robili niemal wszyscy wójtowie, burmistrzowie i prezydenci (według szacunków Ministerstwa Aktywów Państwowych nawet 99 procent). Mieszkańcy – płacąc 2 tysiące złotych, a z czasem 1,5 tysiąca złotych za tonę – mogli węgiel odkupić, ale się do tego nie kwapili, bo był kiepskiej jakości, drobny i niskokaloryczny. Poza tym ceny opału w skupach komercyjnych szybko spadły. W efekcie blisko 500 gmin, w tym Siedlisko, zostało z problemem.
Co zrobiła nowa władza?
W ubiegłym roku Straus, po ponad 25 latach, przestał być wójtem Siedliska. Przegrał wybory z Danielem Kołtunem, który na stanowisku wicewójta zatrudnił Jolantę Pazdrowską.
– Straus kupował bez realnego szacowania potrzeb. Naraził gminę na straty rzędu ćwierć miliona złotych – szacowała jeszcze niedawno Pazdrowska.
Nowe władze zaczęły sprzedawać ten węgiel mieszkańcom po okazyjnej cenie. Zaopatrywały też w niego gminne instytucje. Jednak, jak już wspomnieliśmy, to węgiel kiepskiej jakości, dlatego chętni nie pchali się drzwiami i oknami.
– Ile węgla wciąż zalega na placu? – zapytaliśmy Kołtuna.
– Na koniec kwietnia było to 54,6 tony – odpowiedział.
Dopytaliśmy, jaka jest jego wartość. Doprecyzował, że niemal 82 tys. zł.
– Co gmina z nim zrobi? – dociekaliśmy.
– Węgiel jest przeznaczony do sprzedaży – skwitował Kołtun.
47
Poprzedni artykuł