Maja Nowak nabrała się na prowokację dziennikarzy „Gazety Prawnej”. – Wyszło z tego więcej złego niż dobrego – komentuje „Regionalnej” posłanka Polski 2050.
Dziennikarze „Dziennika Gazety Prawnej” wysłali do biur posłów pracujących w parlamentarnym zespole ds. ochrony praw zwierząt (zasiada w niej 33 parlamentarzystów) apel, aby wpisać lek „viskyren” na listę weterynaryjnych medykamentów, w celu leczenia zaćmy u psów rasy shiba. Podali się za organizację walczącą o prawa zwierząt.
Zareagowała tylko Maja Nowak, która złożyła interpelację w tej sprawie do ministra rolnictwa. Podpisało się pod nią szesnaścioro innych posłów z jej klubu. Po czasie okazało się, że lek nie istnieje. Fikcyjne jest też stowarzyszenie. Dziennikarze tłumaczyli w swoich tekstach, że chcieli sprawdzić, czy politycy weryfikują informacje, które do nich trafiają. Opisali, że żaden nie skontaktował się z autorami fałszywej wiadomości.
Nikt nie zakłada oszustwa
– Nie do końca zostało to uczciwie przedstawione – odpowiada M. Nowak. Tłumaczy, że dyrektorka jej biura dzwoniła do kilku weterynarzy, żeby zapytać, czy w Polsce jest taki lek. Usłyszała, że nie ma. Zweryfikowała, że ta rasa psów faktycznie choruje na zaćmę. Wypytała o koszty leczenia. Sprawdziła też stowarzyszenie. Na Facebooku była grupa, do której należało 6 tys. osób. – Teraz wiemy, że to wszystko było stworzone i wykupiono lajki na potrzeby prowokacji. Ale nikt z nas na starcie nie zakładał próby oszustwa. Gdybyśmy mieli tak podchodzić do każdej sprawy, którą ktoś do nas zgłasza, to musielibyśmy przestać pracować, bo nie jesteśmy biurem śledczym – mówi posłanka.
– Dostajemy czasem dziesiątki wiadomości dziennie. Na anonimy nie reagujemy, ale w tym przypadku akurat zareagowaliśmy, bo los zwierząt jest nam bliski – wyjaśnia posłanka. [paywall]
Tłumaczy też mechanizm podpisywania się pod interpelacjami. – Jak poseł składa interpelacje, to może zaznaczyć w systemie, że mogą się pod nią podpisać także inni członkowie klubu. I dokładnie tak było w tej sytuacji. Ja też podpisuje się pod interpelacjami moich kolegów i koleżanek. Nie jesteśmy w stanie weryfikować każdej. Podpisujemy się w zaufaniu, bo nikt dla zabawy tych interpelacji nie składa – wyjaśnia M. Nowak.
Więcej złego niż dobrego
– Zgadzam się, że dali nowym posłom nauczkę, że musimy weryfikować jeszcze dokładniej to, co się do nas pisze. Ale niestety efekt tego będzie taki, że posłowie nie będą teraz zajmować się takimi tematami z ostrożności przed próbą oszustwa. Bardziej zaszkodzili niż pomogli – tłumaczy posłanka. Interpelację wycofała. W mediach społecznościowych było trochę śmiechu, ale posłanki nie wyszydzali ci, którzy walczą o prawa zwierząt.
– Odezwało się do mnie bardzo dużo organizacji prozwierzęcych, które przepraszają za to wydarzenie, bo zdają sobie sprawę, że teraz będzie nam trudno reagować na podobne problemy – kończy posłanka.
27
Poprzedni artykuł