Pod koniec wakacji nasi posłowie stali się bardzo aktywni. Jeden za drugim ślą interpelacje do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Władysław Dajczak (PiS) pyta o odpady w Tuplicach, Krystyna Sibińska (KO) o podziemne składowisko w Zakęciu.
Województwo lubuskie było dotychczas rajem dla cwaniaczków, którzy zarabiali na odpadach, stąd też jest u nas sporo takich składowisk.
Władysław Dajczak i Krystyna Sibińska swoje interpelacje wysłali tego samego dnia (26.08.). Adresat też ten sam, bo Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska. Ale inne śmietniska.
Odpady z Niemiec
W. Dajczak pytał o składowisko w Tuplicach.
– Do Tuplic w województwie lubuskim w 2013 r. przywiezione zostały niebezpieczne odpady z Niemiec. Są to pozostałości po produkcji hutniczej. Lokalna społeczność od lat walczyła i mocno zabiegała o wywiezienie z ich miejscowości nielegalnych odpadów. Ich starania znalazły odzwierciedlenie w wyrokach sądów niemieckich nakazujących firmie zabranie odpadów. – pisze poseł PiS. Przypomina, że cześć terenu gminy objęta jest Parkiem Krajobrazowym Łuk Mużakowa. Jest to jedyny park w Polsce, który znajduje się pod opieką UNESCO. – „Jako wojewoda lubuski przez ostatnie 8 lat wspierałem władze Tuplic w procesie dążenia do usunięcia odpadów. Po ubiegłorocznych obustronnych (polsko-niemieckich) deklaracjach na poziomie ministerstw byliśmy już bardzo blisko osiągnięcia tego celu. Wiosną tego roku podpisano kontrakt z firmą, która miała podjąć się wywózki. Dlatego też z ogromnym niepokojem obejrzałem relację telewizyjną mówiącą o porzuceniu przez firmę zobowiązania – napisał.
Panią minister zapytał, czy zna bieżącą sytuację, czy ma kontakt z samorządem Tuplic i jej odpowiednikami w rządzie niemieckim.
– Jakie podjęła Pani działania, by przyspieszyć wywóz niebezpiecznych odpadów z Tuplic? Czy w Pani ministerstwie lub jednostkach podległych trwają prace nad alternatywnym programem usunięcia odpadów na wypadek, gdyby strona niemiecka kolejny raz nie dotrzymała zobowiązań? – chce wiedzieć W. Dajczak.
Doszło do wycieku
W mniej oskarżycielskim tonie jest interpelacja K. Sibińskiej. Posłanka nie ukrywa, że to Barbara Wróblewska zwróciła się do niej po pomoc. Burmistrz Otynia napisała w tej sprawie do wszystkich lubuskich parlamentarzystów. Odzew był podobno spory, bo swoją pomoc zaoferowała Anita Kucharska-Dziedzic (Lewica), Maja Nowak (Polaka 2050), Robert Dowhan (KO) oraz senator Wadim Tyszkiewicz. Pierwsza zadziałała K. Sibińska, która opisała, że gmina Otyń poprosiła o „podjęcie działań w zakresie uzyskania środków pieniężnych od Skarbu Państwa z przeznaczeniem na zamknięcie podziemnego składowiska odpadów Otyń znajdującego się w miejscowości Zakęcie”.
– „(…) w chwili cofnięcia koncesji oraz w chwili zmaterializowania się środków z zabezpieczenia, które to środki w kwocie 2 mln zł wpłynęły na rachunek bankowy Ministerstwa Klimatu i Środowiska w 8 czerwca 2015 r., a następnie w całości zostały przekazane na centralny rachunek budżetu państwa, przepisy regulujące dysponowanie środkami z gwarancji już nie obowiązywały” – pisze posłanka i dodaje, że przez lukę w legislacji nie można przeznaczyć tych środków na usunięcie składowiska. – „W grudniu 2021 r. doszło do wycieku substancji ropopochodnych, co realnie zagraża ponownym rozszczelnieniem i wyciekiem substancji. W każdej chwili może dojść do skażenia środowiska oraz zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców” – napisała. – „Jakie podejmuje Pani działania w celu likwidacji składowiska Otyń w Zakęciu?” – domaga się odpowiedzi.
Co wyniknie z tych poselskich interpelacji? Do tematu wrócimy.
59
Poprzedni artykuł