Strona główna » Sukces naszej posłanki

Sukces naszej posłanki

przez imperia

Anicie Kucharskiej-Dziedzic udało się zrobić pierwszy krok, w kierunku zaostrzenia przepisów dotyczących gwałtu.
Niewielu lubuskim posłom udało się doprowadzić do zmiany prawa w kraju, a tym bardziej do zmian w Kodeksie Karnym. Anita Kucharska-Dziedzic (Lewica) jest na dobrej drodze, żeby tego dokonać. W piątek (28.06.) 335 posłów przegłosowało nowelizacji Kodeksu Karnego, który zmienia definicję zgwałcenia. Po zmianie przestępstwo to rozumiane będzie jako „każda sytuacja kontaktu seksualnego, do którego dochodzi w przypadku braku świadomej i dobrowolnie wyrażonej zgody przez jedną z osób”.

Przed głosowaniem posłanka Lewicy przemawiała w Sejmie:
– Dzisiaj siedem osób zgłosi zgwałcenie, które statystycznie doświadczą tej krzywdy. Z tych siedmiu osób cztery zostaną odesłane od razu przez policję, bo policja będzie się zajmowała tym, czy po ofierze widać, że została zgwałcona. Tym czterem osobom, które dzisiaj zostaną odesłane z poczuciem dodatkowej krzywdy, bo nikt ich nawet nie wysłucha i nikt nawet nie sprawdzi, czy można udowodnić zgwałcenie, musimy powiedzieć, że na bazie ich nieszczęścia, ich krzywdy, ich upokorzenia stworzymy zapisy, które uniemożliwią potraktowanie przez państwo w ten sposób takich osób jak one – mówiła.
Jej wystąpienie trwało blisko 20 minut. Przede wszystkim starała się rozwiać wątpliwości niektórych posłów dotyczące domniemania winy.
– Fałszywe doniesienia są, będą zawsze, w przypadku wszystkich rodzajów przestępstw. Ludzie czasami kłamią. I to zawsze po stronie organów ścigania jest udowodnienie tego kłamstwa. Absolutnie nic się nie zmieni, jeżeli chodzi o to, czego niektórzy z państwa się obawiają, czyli o to, że będą fałszywe doniesienia. Proszę państwa, niezależnie od tego, czy mówimy o kradzieży czy o morderstwie, czy o zgwałceniu, winę trzeba udowodnić. Trzeba ją udowodnić. (…) Jeśli prokurator nie znajdzie żadnego dowodu, to tej winy nie udowodni. To proste jak budowa cepa – tłumaczyła.
Próbowała też uświadomić niektórym posłom czym jest przemoc seksualna:
W przemocy seksualnej chodzi bowiem o zniewolenie. Kiedyś zamiast ˝zgwałcenie˝ mówiło się ˝zniewolenie˝, czyli złamanie woli, złamanie oporu. Mówimy o władzy nad drugą osobą, bo sprawcy przemocy seksualnej nie podnieca wygląd kobiety: jej nogi, jej twarz, jej oczy, cokolwiek. Nie podnieca go też wygląd młodego czy dojrzałego mężczyzny. Sprawcę przemocy seksualnej podnieca władza, podnieca to, że przełamuje opór, że robi coś bez udziału czyjejś woli. O to chodzi w każdym typie przemocy: o uzyskanie władzy nad drugą osobą, uczynienie z niej niewolnika, rzeczy, uprzedmiotowienie. O to chodzi. I to będzie trzeba udowodnić. Trzeba będzie udowodnić, że sprawca chciał zrobić krzywdę, że sprawca nie mylił się w ocenie sytuacji – powiedziała. 

Koniec z polowaniem
Posłom przypominała głośny przykład Lizawiety, zgwałconej i zabitej w Warszawie.
– W dzisiejszym stanie prawnym ten sprawca, gdyby jej nie zabił, gdyby ona nie umarła w wyniku tego napadu, nie tylko mógłby dostać karę w zawieszeniu, lecz także, zważywszy na to, że świadkowie widzieli tę sytuację z zewnątrz i uważali, że tam właściwie jakaś para mogła się ostro kotłować i niekoniecznie chodziło o zgwałcenie, mógłby być nawet chroniony przed oskarżeniem o zgwałcenie – mówiła.
  Przytoczyła też przykład czternastolatki zgwałconej przez trzech dojrzałych mężczyzn, którzy zostali uniewinnieni. – Uznano, że to nie był gwałt zbiorowy, bo ona była pijana i sama mogła czegoś się domagać, więc właściwie nie postawiono im takich zarzutów – wspominała. 
– To właśnie z myślą o takich przypadkach zostały stworzone te zapisy, żeby przestano polować na dziewczyny, żeby przestano polować na młode osoby, żeby przestano nie tylko podawać im alkohol, środki odurzające, pigułki gwałtu, żeby je wykorzystać, lecz także żeby przestano wykorzystywać sytuacje, w których nie są w stanie wyrazić swojej wolnej woli, swojej opinii. Skończy się polowanie w imię zasady: kto nigdy nie zgwałcił pijanej, niech pierwszy rzuci kamieniem. A więc będziemy rzucać kamieniem, symbolicznie, w tych, którzy wykorzystują młode, odurzone osoby – powiedziała.
Nowelizację poparli prawie wszyscy lubuscy posłowie. Wstrzymał się tylko Łukasz Mejza i Władysław Dajczak. Teraz ustawa trafi pod obrady Senatu, a na koniec na biurko prezydenta.
Wystąpienie posłanki w Sejmie (video)
Policja chciała uchylić posłance immunitet
W piątek odbyło się także drugie głosowanie, w którym A. Kucharska-Dziedzic była główną aktorką. Policja zawnioskowała o uchylenie jej immunitetu, żeby mogła pociągnąć ją do odpowiedzialności. Chodzi o wywieszenie kartek na bramie przed siedzibą PiS w Warszawie. Na jednej z nich był napis „Panie Kaczyński, nie wstyd panu za Mejzę?”. Akcja odbyła się jeszcze w poprzedniej kadencji i była pokłosiem afer posła PiS, które wciąż są wyjaśniane przez prokuraturę. Posłankę spisała policja, która później wszczęła postępowanie. Wniosek o uchylenie jej immunitetu wysłał Jarosław Szymczyk, ówczesny komendant główny policji. Chciał ścigać posłankę z art. 63a Kodeksu wykroczeń, czyli za umieszczenie ogłoszenia bez zgody w miejscu publicznym i do tego nieprzeznaczonym. 

– To bardzo stary przepis, z czasów kiedy powstawał Kodeks wykroczeń, z 1971 r., służący walce z ówczesną opozycją, która bez zgody ówczesnych organów państwa wykorzystywała miejsca do tego nieprzeznaczone do umieszczania tam wrogich ówczesnemu systemowi ulotek, wydruków z powielaczy i tego typu kartek, które mogły wpłynąć na opinię publiczną – mówiła w Sejmie A. Kucharska-Dziedzic. 
Co ciekawe w tej sprawie nie było pokrzywdzonych. Ani zarządca budynku, ani kierownictwo PiS nie złożyło wniosku o ściganie. – Policja zrobiła to sama z siebie, żeby przypodobać się władzy – tłumaczy posłanka. Inna ciekawa rzecz jest taka, że wniosek dotarł do Sejmu jeszcze w poprzedniej kadencji, ale ówczesna marszałek Elżbieta Witek (PiS) nie poddała go pod głosowanie. Sejm rozprawił się z nim dopiero teraz i większością głosów oddalił. Wśród lubuskich posłów byli jednak tacy, którzy chcieli, żeby uchylono immunitet posłance Lewicy. To posłowie PiS: Władysław Dajczak, Marek Ast i Łukasz Mejza. Wyłamał się tylko Jerzy Materna, który powiedział nam, że w takiej błahej sprawie nie powinno się uchylać immunitetu, a poseł ma prawo do wolności słowa.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz