Cztery bramki, dwóch strzelców, podział punktów i niedosyt po obu stronach, choć w drużynie Sparty chyba jednak większy.
Patrząc przed meczem na tabelę, z jednej strony można było pokusić się o wskazanie Czarnych, jako zwycięzców spotkania ze Spartą. Z drugiej, piłkarze z Rudna lubią sobie w tym sezonie zremisować. Na szesnaście spotkań aż połowa kończyła się podziałem punktów. Ósmy remis Rudno zanotowało właśnie w minioną sobotę. – No, dążymy do tego, żeby te remisy przekształciły się w zwycięstwa. Ale czasami się po prostu nie da – komentuje Mariusz Wawrów, trener Czarnych.
Nie przytrzymaliśmy tego z dziewiąteczką
Sparta, choć niżej notowana i grająca na wyjeździe, dwukrotnie wychodziła na prowadzenie. I dwukrotnie z przewagi cieszyła się zaledwie kilka minut. Co Szpynda strzelił, to Sobczak wyrównał.
– Ja sam podałem koledze na lewe skrzydło, wbiegł w pole karne, kiwnął chyba dwóch obrońców, z linii końcowej dograł do Pawła Szpyndy. Ten przyjął na piątym metrze, strzelił gola – tak o pierwszej bramce opowiada Mateusz Czarny, grający prezes Sparty.
A o straconych mówi tak: – No nie przytrzymaliśmy tego zawodnika z dziewiąteczką, Sobczaka. Przyjął sobie na klatkę, piłka mu spadła pod nogi, był sam na sam z bramkarzem, strzelił w krótki róg. A przy drugiej z główki gościu dograł mu do środka. Tamtego nikt go nie trzymał i strzelił na 2:2.
Czarny nie ukrywa, że Sparta po meczu ma wielki niedosyt. – Cisnęliśmy ich w całej drugiej połowie. Michał Gierczak miał okazję, bo mu podałem. Mógł strzelać, a zdecydował się kiwać bramkarza – dodaje.
Mecz wyrównany, przeciwnik naprawdę solidny
W Rudnie też niedosyt, ale jakby mniejszy. Tak się kolejka bowiem ułożyła, że Czarni pozostali na fotelu wicelidera.
– Grając u siebie zawsze plan jest inny – przyznaje Wawrów. – Przy bramkach popełniliśmy dwa kardynalne błędy. Przy pierwszym golu bramkarz nie spodziewał się strzału, więc bramka trochę przypadkowa. Druga to błędy indywidualne. Ale mecz był w miarę wyrównany, a zespół drużyny przeciwnej był naprawdę solidny, jak na A Klasę – komentuje.
Wawrów podkreśla też, że gra Rudna w meczu z Łężycą napawa optymizmem na przyszłość. – Zwłaszcza, że nie było nas wszystkich. Nie było m.in. Kmiećkowiaka – mówi. A przypomnijmy, że tego piłkarza jesienią oglądaliśmy w barwach Dozametu. – Zresztą, jego sprawa wyszła w ostatniej chwili, ja nawet o tym nie wiedziałem, chłopaki mnie poinformowali. Oczywiście bardzo się z tego cieszę, że tak doświadczony zawodnik przyszedł do naszego zespołu, ale miesiąc go teraz nie będzie bo miał operację nosa – wyjaśnia.
Mam osiemnastu na treningach. Szaleństwo!
Czarni do lidera z Kargowej tracą 10 punktów. – Raczej nie idziemy na awans. Chcemy budować zespół mocno od defensywy i na razie to się udaje – wyjaśnia. O ewentualnym awansie mówi w kategoriach melodii przyszłości przypominając, że istnieje też coś takiego, jak bariera finansowa.
– Gra dla zespołów A Klasowych powinna sprawiać dużo frajdy i przyjemności. I sprawia! Na treningach mam po piętnaście, osiemnaście osób. Jak na tę ligę to jest bardzo dużo. Gdy komuś o tym mówię, to myślą, że oszalałem. A chłopaki po prostu chcą pracować i to mnie bardzo cieszy – kwituje Wawrów.
18
Poprzedni artykuł