– O Żaganiu wiedzieliśmy wszystko, łącznie z tym, którą nogą wstają z łóżka. A o Błażeju Strugaru zrobiłem nawet specjalną prezentację. Opłaciło się, bo zgarnęliśmy trzy oczka – mówi Marcin Janik, szkoleniowiec Korony Kożuchów. Jego zespół w meczu o sześć punktów ograł Czarnych 3:1.
Korona Kożuchów – Czarni Żagań 3:1 (2:0)
Bramki: Ł. Cygan (18. min), Grochowski (34. min), Tkacz (77. min) – Strugaru (60. min)
Korona: Stankiewicz – Sztopel, Olejniczak, Rudnicki, Obst, Grochowski (od 80. min D. Cygan), Żak (od 78. min Reus), Ł. Cygan (od 70. min Buganik), Stachurski, Volk, Lewicki (od 65. min Poterała).
Czarni: Jeżak – Urban, Mastalerz (od 81. min Jakubas), Szkarapat, Glanc (od 46. min Pinkowski), Chruścicki, Strugaru, Piechowiak, Ganczarek, Szczęch, Wypych.
Żółte kartki: Sztopel, Volk, Rudnicki, Lewicki, Olejniczak, Poterała – Pinkowski, Szkarapat.
Korona w pierwszej połowie zdominowała rywala. – To było najlepsze 45 minut w tej rundzie – mówi M. Janik. – Nie ma co ukrywać, początek wiosny mieliśmy słaby. Rywale z dolnych rejonów tabeli zaczęli punktować i zrobiło się gorąco. Teraz każdy mecz musimy grać jak finał – dodaje. Trener uważnie przestudiował mecz Czarnych ze Świebodzinem. Wiedział, że kluczowe będzie przygotowanie fizyczne. – Piłkarsko jesteśmy lepsi, ale Czarni potrafią wykorzystać przewagę centymetrów i kilogramów. Powiedziałem chłopakom, żeby nie odpuszczali. Dostaliśmy co prawda aż sześć kartek, ale przeciwnik praktycznie nie zrobił nam krzywdy – tłumaczy szkoleniowiec .
Wynik w 18 minucie otworzył Łukasz Cygan, który ładnie przymierzył z wolnego. Później doskonałe podanie Pavla Volka wykorzystał Maciek Grochowski. Pod koniec pierwszej połowy goście domagali się karnego po zagraniu ręką, ale sędzia nie użył gwizdka. Artur Sobczyk, trener Żagania, zrobił w przerwie jedną zmianę. Za Wojtka Glanca posłał na boisko Kubę Pinkowskiego. Czarni ruszyli do odrabiania strat i po kwadransie złapali kontakt. W polu karnym doskonale odnalazł się Błażej Strugaru. Przyjął sytuacyjną piłkę i huknął bez zastanowienia lewą nogą. Alan Stankiewicz nie miał żadnych szans.
– Ten napastnik ma wszystko. Lewa, prawa noga, głowa, kiwka, ciąg na bramkę. W meczu ze Świebodzinem dosłownie niszczył obrońców Pogoni. Zrobiłem o nim specjalną prezentację. Wyliczyłem, że w 180 meczach na poziomie od A-klasy do czwartej ligi strzelił 253 gole – komplementuje M. Janik.
Po końcowym gwizdku do tego licznika trzeba było dodać jeszcze jedno trafienie. Goście poszli za ciosem i po chwili drugi raz trafili do siatki, ale tym razem przy strzale Tomasza Urbana sędziowie dopatrzyli się spalonego. Żagań za wszelką cenę dążył do wyrównania i w ataki angażował coraz większe siły. Z luźniejszej defensywy niecały kwadrans przed końcem skorzystał wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Bartek Tkacz. Dostał dobre podanie na wolne pole i pewnie wykorzystał sytuację sam na sam, ustalając tym samym wynik spotkania.
– Cieszymy się ze zwycięstwa, ale jak teraz nie zapunktujemy w Witnicy, to nic nam ono nie da. To będzie jeszcze trudniejsze spotkanie. Musimy odpowiednio podejść do niego mentalnie – podkreśla M. Janik.
– Uczulałem chłopaków, żeby uważali na Pavlo Volka w środku – mówi Artur Sobczyk, trener Czarnych. – Niestety nie zrealizowaliśmy tych założeń i to właśnie on wypracował dwa gole. To na nim był faul przy pierwszej bramce. Przy drugiej zaliczył piękną asystę. W szatni powiedzieliśmy sobie kilka męskich słów i druga połowa wyglądała już lepiej. Gdybyśmy trafili na 2:2 mogłoby być różnie, a tak po podwójnym błędzie dostaliśmy gola na 3:1. Wynik mógłby być inny, gdyby sędzia pod koniec pierwszej połowy zagwizdał dla nas karnego. Obrońca ewidentnie powiększył obrys ciała – kończy A. Sobczyk.
18
Poprzedni artykuł