Marta Radziej (15 l.) z Lubięcina zdobyła srebrny medal na Międzynarodowym Pucharze Polski U-15 w boksie. Ta dziewczyna nie czuje strachu. – Muszę powalczyć na olimpiadzie – mówi.
Kilkudniowe zawody odbyły się pod koniec listopada w Ciechocinku. Żeby dojść do finału Marta musiał pokonać dwie rywalki. Pierwszą kilka razy posłała na deski.
– Jak już w pierwszej rundzie była liczona, to poczułam, że mam przewagę i na nią poszłam. W trzeciej rundzie sędzia przerwał walkę – wspomina Marta. W półfinale trafiła na sporo niższą rywalkę. Marta jest wysoka i szczupła, dlatego w swojej kategorii wagowej ma przewagę.
– Trener powiedział, żebym trzymała ją lewym prostym na dystans – wspomina Marta. Posłuchała i bez narażania się na niepotrzebne ciosy wypunktowała rywalkę.
Finał był większym wyzwaniem.
– Walczyłam z zawodniczą z Żar. Znałam ją z widzenia, bo czasem z klubem z Żar sparujemy, ale nigdy z nią nie walczyłam. Była bardziej doświadczona, a mnie chyba trochę zjadł stres, bo była szansa wywalczyć złoto. W drugiej rundzie trener spytał, czy się poddaje i ma przerwać walkę? Powiedziałam, że nie i ruszyłam na nią. Ale to już było za późno, bo walka trwała tylko trzy rundy. Trener mówił, że już po pierwszej rundzie mógł powiedzieć, że mnie poddaje – opowiada Marta. 
Sparingi z chłopakami
Marta czuje niedosyt. Co prawda to były jej pierwsze poważne zawody i już przywiozła medal, ale wie, że rywalka była w jej zasięgu.
15-latka na co dzień trenuje w klubie Boks Kolsko, pod okiem utytułowanego trenera Zenona Kaczora.
– Trafiłam tam przez przypadek. Na treningi jeździł mój tata i kiedyś mnie zabrał – opowiada Marta. Była wtedy w podstawówce. – Wcześniej trenowałam akrobatykę i tańce, brakowało mi aktywności – wspomina.
Przetrwała pierwszy trening i już została. Na treningi jeździ trzy razy w tygodniu. Do Kolska wożą ją na przemian tata i mama (Adrian i Sylwia). Czasem zabierze się z sąsiadem. W klubie oprócz niej trenuje jeszcze tylko jedna dziewczyna.
– Jest młodsza ode mnie, dlatego muszę sparować z chłopakami. To później procentuje w walkach z dziewczynami – mówi Marta.
Boks zamiast seriali
W domu Radziejów za sprawą Adriana i Marty żyje się boksem.
– Oglądamy walki bokserskie, gale KSW. Starszej siostry i mamy to chyba nie interesuje, ale co mają zrobić, skoro razem z tatą jesteśmy w to wciągnięci. Mama czasem żartuje, że moglibyśmy w tym czasie lepiej jakiś serial obejrzeć – mówi Marta.
W Ciechocinku jej finałową walkę widziała cała rodzina.
– Tata już od początku był ze mną. Mama z siostrą dojechały na ostatnią walkę i zrobiły mi niespodziankę. Czy mama się o mnie boi? Już widziała jak walczyłam, więc chyba się przyzwyczaiła – mówi Marta.
Nastolatka uczy się w nowosolskim ogólniaku. Opowiada, że po jej sukcesie, koledzy i koleżanki zaczęli żartować, że w jej towarzystwie nie ma co się bać wieczorami wychodzić na miasto.
Marta szykuje się już na następne zawody. – Chce wystartować w eliminacjach do ogólnopolskiej olimpiady młodzieży. To będzie w przyszłym roku i będę wtedy starszą kadetką. Ja tam po prostu muszę zawalczyć – zapowiada.
20
Poprzedni artykuł