– Mieszkańcy Zakęcia mogą bez obaw obsiewać pola, mogą sadzić warzywa w ogródkach – zapewnia Mirosław Ganecki, szef lubuskiego WIOŚ. I opowiada, co dalej z głowicą zabezpieczająca podziemne składowisko odpadów.
Starostwo długo zwlekało z uprzątnięciem terenu po erupcji w Zakęciu, bo blisko dwa miesiące. Pod koniec grudnia, gdy trysnęły tam ropopochodne odpady, ograniczyli się do zabezpieczenia obszaru folią i zebrania zalegającej, silnie toksycznej substancji do baniaków.
Tłumaczyli trzy godziny
Skoro do baniaków zebrano blisko 1,3 tys. litrów toksycznej substancji, to na powierzchnię musiało jej wystrzelić o wiele więcej, może nawet dwukrotnie. Reszta wsiąknęła w ziemię, którą starostwo wywiozło dopiero po dwóch miesiącach, bo dopiero po spotkaniu zorganizowanym w Otyniu przez burmistrz Barbarę Wróblewską.
Na spotkanie przybyli między innymi przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) i urzędu marszałkowskiego. Przez blisko trzy godziny próbowali uzmysłowić staroście Iwonie Brzozowskiej, że to starostwo musi posprzątać i powinno to zrobić jak najszybciej. Tym bardziej, że pobrane wcześniej próbki do badań wskazywały na skażenie.
Skąd benzo(a)piren?
Po wywiezieniu blisko 130 ton zanieczyszczonej ziemi, pobrano kolejne próbki do badań. – Otrzymaliśmy informację, że w jednej nadal są przekroczenia szkodliwych substancji – poinformował nas Mirosław Ganecki, szef lubuskiego WIOŚ. – Trzeba będzie teren doczyścić – dodał. We wtorek powiadomił nas, że sprawa jest załatwiona, a skażenia już nie ma. – Teren został oczyszczony prawidłowo – zaznaczył. – Wycięto też krzewy i trawy, które zostały zalane toksyczną substancją.
Wyniki badań przeprowadzonych przez WIOŚ potwierdziły występowanie benzo(a)pirenu na terenie miejscowości Zakęcie. To substancja silnie rakotwórcza. – Trzeba zauważyć, że źródłem takich zanieczyszczeń są też dymiące kominy domów opalanych kopciuchami oraz spaliny z pojazdów poruszających się po okolicznych drogach, w tym drodze ekspresowej S3. To główne źródło benzo(a)pirenu – zaznaczył Ganecki. – Owszem, pojawiły się też inne toksyczne, ropopochodne substancje, ale w takich ilościach śladowych, które nie powinny powodować paniki.
Można siać i sadzić?
Mieszkańcy Zakęcia obawiali się siać i sadzić rośliny w swoich ogródkach i na polach, choćby marchew i ziemniaki. – Czy nie doszło tam do skażenia gleby? – dopytywali w imieniu mieszkańców radna Agnieszka Kostka i sołtys Zygmunt Mielcarek.
By to sprawdzić, WIOŚ zgłosił sprawę do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Gorzowie Wielkopolskim (WIORiN). Skontaktowaliśmy się z Marcinem Cyganiakiem, szefem tej instytucji. – Nie jesteśmy organem właściwym do zajęcia się sprawą – poinformował nas Cyganiak. Zadeklarował, że będą nadzorować okolice Zakęcia, ale nie pod kątem przekroczeń węglowodorów ropopochodnych w glebach, bo WIORiN nie ma takich kompetencji. – Będziemy kontrolować wyłącznie pod kątem występowania agrofagów (patogeny, szkodniki i chwasty obniżające plony roślin uprawnych – red.) i stosowania środków ochrony roślin – zastrzegł Cyganiak. – Nadzór będzie prowadzony w terminach, w których widoczne są najbardziej charakterystyczne objawy występowania agrofagów i istnieje największe prawdopodobieństwo ich wykrycia oraz w terminach ewentualnego stosowania środków ochrony roślin.
– Mieszkańcy mogą siać i sadzić bez żadnych obaw – zapewnił nas we wtorek Ganecki.
Na szczęście nie ma tam siarkowodoru
Działania podjęte przez WIOŚ, przez władze gminy i powiatu, nie uspokoiły mieszkańców. – Co dalej? – zapytał sołtys Mielcarek w imieniu mieszkańców. – Jakie mamy gwarancje, że w przyszłości nie dojdzie do kolejnej erupcji? – zapytała radna Kostka.
– Spotkałem się z przedstawicielami państwowej firmy zajmującej się sprawami związanymi z górnictwem nafty i gazu – poinformował nas Ganecki. – Rozmawiałem z szefem działu odpowiedzialnego za likwidowanie szkód górniczych – podkreślił. – Doszliśmy do wniosku, że otwór w Zakęciu w najbliższej przyszłości powinien być zlikwidowany.
By w ogóle myśleć o likwidacji, kilka dni temu zbadano otwór przy pomocy specjalistycznych sond. Pobrano próbki gazu. – Na szczęście nie stwierdzono obecności siarkowodoru – odetchnął z ulgą Ganecki. To niebezpieczny gaz, który zabija.
Po sprawdzeniu stanu technicznego głównego zabezpieczenia otworu, można będzie przyjąć technologię jego likwidacji. Kto to zrobi? – Wstępnie porozumieliśmy się ze wspomnianą firmą państwową – odpowiedział Ganecki. – Po zbadaniu dokumentacji i przeprowadzonej już wizji lokalnej, sporządzona zostanie wycena. Wstępny kosztorys poznamy prawdopodobnie w połowie kwietnia.
A kto zapłaci?
Starosta Brzozowska w trakcie wspomnianego spotkania w Otyniu przypominała, że na terenie w Zakęciu jest problem z własnością. Firma, która dostała teren w użytkowanie wieczyste od skarbu państwa, zapadła się pod ziemię. Owszem, przed laty firma wpłaciła zabezpieczenie w kwocie 2 mln zł. Ale dziś nie wiadomo, gdzie są te pieniądze. Brzozowska tłumaczyła, że ciężko będzie sięgnąć po rządowe pieniądze. Zasłaniała się przepisami, procedurami. Podobne tłumaczenie przedstawiła wielokrotnie w kontekście hałdy ropopochodnych odpadów, która zalega w Nowej Soli.
– W życiu trzeba umieć podejmować odważne decyzje – odpowiedział nam we wtorek Ganecki. – Jeżeli będziemy tylko zasłaniali się papierami, to w tych papierach zginiemy. Skoro nie ma firmy, która dostała teren w Zakęciu w użytkowanie wieczyste, to w obecnej sytuacji potencjalnego zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców trzeba podejmować odważne decyzje. Skoro teren jest skarbu państwa, to powinien je podejmować starosta, we współpracy między innymi z WIOŚ. Co do tego nie mam wątpliwości.
16
Poprzedni artykuł