Strona główna » Dlaczego giną biedronki?

Dlaczego giną biedronki?

przez imperia

– Kilka dni temu, gdy były ciepłe, parne noce, włączyłem po zmroku lampę kwarcową, by zobaczyć, co przylatuje. Kiedyś, w taką pogodę, nie można się było od tych owadów, które przyleciały do lampy, opędzić. Były ich setki, tysiące. Kilka dni temu przyleciały mi dwa motylki, dwie ćmy z rodziny zawisaków, kilka muchówek, kilka błonkówek, trzy chrząszczyki – mówi profesor Jerzy Karg, entomolog z Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Regionalna: Dlaczego giną biedronki?
Profesor Jerzy Karg: – Rzeczywiście, biedronek jest mniej. Nawet harmonii, inwazyjnej biedronki, która przyszła do nas z Azji kilka lat temu, i której było bardzo dużo, jest dziś mniej. Jaka jest główna przyczyna? Tego niestety nie wiem. I podejrzewam, że w tej chwili tego jeszcze nikt nie wie na pewno. W ogóle ilość owadów spada. W tej chwili jest ich o około 70 procent mniej, niż było kiedyś. To łatwo zauważyć. Wystarczy przejechać się autem w ciepły dzień. Kiedyś, po przejechaniu 100 kilometrów, trzeba było przecierać przednią szybę, bo tyle było na niej owadów. Dziś po 100 kilometrach są trzy, może cztery punkciki po owadach, które zginęły na szybie.
Nawet komarów jest mniej…
– Tak, komarów jest mniej. Muchy domowej jest mniej.
Pochodzę z małej miejscowości. Pamiętam, że jako dziecko biegałem po łąkach za motylami, za biedronkami. To był początek lat 90. Teraz, gdy jadę do domu rodzinnego, nie widać tam ani motyli, ani biedronek.
– Gatunkiem, którym zawsze interesowały się dzieci, był też chrabąszcz majowy. Widział pan w tym roku chrabąszcza? Bo ja nie. Latały nocą ćmy. Latały nietoperze, które się nimi żywiły. W tej chwili ja nietoperzy też nie widzę. Jest ich na pewno mniej.
Dlaczego owady znikają?
– To problem skomplikowany. To jest drabina wzajemnych zależności. Znika jeden gatunek, to znikają kolejne. W konsekwencji brakuje bazy pokarmowej dla tych zwierząt, tych owadów, które są drapieżne, w tym dla biedronek. Biedronka, to gatunek, który jest na szczycie piramidy troficznej. Zarówno ta nasza biedronka, czyli najbardziej znana siedmiokropka, jak i ta biedronka, którą żeśmy sami sprowadzili do walki z mszycami, czyli harmonia azjatycka. One potrzebują pokarmu. A skoro giną wszystkie owady, również mszyce, którymi żywią się biedronki, to pokarmu dla nich jest mniej. Biedronka nie ma co jeść, więc jej liczebność mocna spada. Podobnie jest z innymi owadami. Na pewno ogromny wpływ na ich znikanie ma też chemizacja środowiska. I również to, że środowisko jest coraz mniej zróżnicowane. Mamy coraz większą jednolitość na polach. Dawniej rolnicy uprawiali wiele gatunków roślin. W tej chwili cztery, góra pięć. Dominują zboża, w tym kukurydza.
Dominuje to, co się opłaca.
– Tak, decydują pieniądze. Jeżeli opłaca się uprawiać pszenżyto, to wszyscy uprawiają pszenżyto. I nie patrzą na konsekwencje, jakie dotkną przyrodę, cały świat zwierząt.
Niszczymy owadom, w tym biedronkom, miejsca zimowania, bo kosimy trawniki i grabimy liście. Drewniane framugi okien, w których owady, w tym biedronki, lubią się schować, zastępujemy plastikiem…
– Tak, to wszystko również ma wpływ. Są publikacje, głównie niemieckie, poparte solidnymi badaniami, które stwierdzają wprost, że zanika nam różnorodność, szczególnie jeśli chodzi o owady.
Co dla owadów możemy zrobić my, poszczególni ludzie, na swoich podwórkach, w ogródkach? Czy możemy im w jakiś sposób pomóc?
– Ponieważ jest to problem globalny, to my, jako poszczególni ludzie, możemy zrobić niestety bardzo niewiele. Mam ogród, dosyć zróżnicowany. Rosną w nim drzewa, różne krzewy, jest dużo trawy, której nie koszę, jest mały zbiornik wodny. Wydawałoby się, że to świetne warunki, że powinno być bardzo duże bogactwo wśród owadów. Kilka dni temu, gdy były ciepłe, parne noce, włączyłem po zmroku lampę kwarcową (ultrafiolet przyciąga owady – red.), by zobaczyć, co przylatuje. Kiedyś, w taką pogodę, nie można się było od tych owadów, które przyleciały do lampy, opędzić. Były ich setki, tysiące. Kilka dni temu przyleciały mi dwa motylki, dwie ćmy z rodziny zawisaków, kilka muchówek, kilka błonkówek, trzy chrząszczyki. I to było wszystko. Chemii nie stosuję, mam dużą różnorodność wśród roślin, nie koszę trawy. Cóż więcej mogę zrobić we własnym ogródku?
Jest się czego bać?
– Oczywiście. Znikanie owadów będzie miało ogromny wpływ na nas, ludzi. I ciężko w tym temacie powiedzieć dziś coś pozytywnego. Nie da się. Owszem, na przykład rzepak, który musiał być kiedyś zapylany przez owady, dziś jest tak modyfikowany, że jest wiatropylny. Natomiast można zobaczyć filmiki z Chin, gdzie dziewczyny chodzą po gałęziach drzew owocowych, głównie jabłoni, i zapylają pędzelkiem, bo nie ma pszczół.
Taka przyszłość nas czeka?
– Na to wygląda. No chyba, że ludzkość się opamięta i środków chemicznych, używanych do upraw, stosowanych będzie mniej. Bo dziś szafuje się chemią na lewo i prawo, bez zastanowienia. Większość ludzi pędzi za zarobkiem w danym momencie. I nie patrzą na to, co będzie.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz