Człowiek odpowiedzialny za przywiezienie odpadów do Nowej Soli został skazany, ale nigdy nie trafił za kratki. Czy podobnie będzie w przypadku Przylepu?
Przed Sądem Rejonowym w Zielonej Górze trwa proces, w którym jest aż sześcioro oskarżonych. Część z nich to osoby powiązane z firmą Awinion, która zwiozła do Przylepu 5 tys. metrów szesc. odpadów. Wśród nich są też prezesi tej firmy. Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze śledztwo wszczęła w 2019 roku. Zakończyło się ono w maju 2021 roku oskarżeniem. Śledczy osobom powiązanym ze spółką zarzucili, że „wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami na terenie hali magazynowej składowali odpady niebezpieczne i inne niż niebezpieczne w takich warunkach i w taki sposób, że mogło to zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka, spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi oraz zniszczenie w świecie roślinnym i zwierzęcym w znacznych rozmiarach, sprowadzając przy tym bezpośrednie niebezpieczeństwo zdarzenia w postaci pożaru i eksplozji materiałów łatwopalnych oraz rozprzestrzenienia się substancji trujących, duszących i parzących, które to zdarzenie zagrażałoby życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu wielkich rozmiarów”. Grozi im maksymalnie 5 lat więzienia.
Na ławie oskarżonych zasiedli też urzędnicy. Inspektor zielonogórskiego starostwa ma zarzut „niedopełnienia ciążących obowiązków poprzez zaniechanie podjęcia czynności zmierzających do zebrania materiału dowodowego i jego oceny w toku postępowania administracyjnego zainicjowanego wnioskiem o wydanie decyzji zezwalającej na prowadzenie działalności w zakresie zbierania odpadów niebezpiecznych”. Naczelnika oskarżono zaś o to, że nie dopełnił obowiązków przez brak nadzoru nad panią inspektor. Chodzi o to, że wydali decyzję bez wszystkich wymaganych ustawowo dokumentów.
W 2015 roku w artykule pt. „Trucizna w beczkach” opisywaliśmy ile odpadów przywieziono do Przylepu.
Ilość odpadów, na terenie b. zakładów mięsnych w Przylepie, rosła z każdym miesiącem
*5.12.14 – 3363 metrów sześciennych
*17.03.15 – 4810 m. sześc.
*25.03.15 – 4929 m. sześc.
W beczkach, kontenerach i pojemnikach WIOŚ znalazł m.in:
* odpady farb i lakierów zawierających rozpuszczalniki organiczne lub inne substancje niebezpieczne
* płyny hamulcowe
* alkalia trawiące z obróbki i powlekania metali oraz innych materiałów inne rozpuszczalniki organiczne, roztwory z przemywania i ciecze macierzyste
Spółka znana w Poznaniu
Podobno sprawa jest już na finiszu. Wnioski dowodowe zgłaszają oskarżeni, a to zwykle dzieje się na etapie końcowym. – W naszej ocenie postępowanie nie jest prowadzona przewlekle – mówi Ewa Antonowicz, rzecznik prokuratury okręgowej. W sprawie jest aż 84 świadków, są też przesłuchania biegłych.
Spółka Awinion jest też znana w Poznaniu. Tamtejsza prokuratura też oskarżyła osoby, które były z nią związane. Jedna trzecia odpadów z Przylepu miała być pierwotnie zmagazynowana w centrum Poznania, ale tamtejsze władze się na to nie zgodziły, firma przewiozła je więc pod Zieloną Górę.
Biegły powołany przez zielonogórską prokuraturę opiniował także w poznańskiej sprawie więc dobrze wiedział co zostało przywiezione. Śledczy nie ujawniają co jest w opinii. O udostępnienie akt sprawy zwróciliśmy się więc do Sądu Rejonowego w Zielonej Górze.
Podpalenie czy samozapłon?
W sprawie Przylepu są kolejne sprawy prokuratorskie. Przede wszystkim z urzędu śledczy ustalają przyczyny pożaru. Czy było to podpalenie czy samozapłon? Jest mowa o zabezpieczonych monitoringach. Do około jest sporo firmy, a swoje kamery mają też mieszkańcy. Sprawa się skomplikuje jeśli okaże się, że był to samozapłon. Śledczy mają opinię biegłego z 2019 roku, który alarmował przed takim scenariuszem. Nie mogą jej zignorować. Czy w takim przypadku będą szukać winnego zaniedbań? Odpowiedzialnego już wskazały poseł Anita Kucharska-Dziedzic i marszałek Elżbieta Polak, które zrobiły doniesienie na prezydenta Janusza Kubickiego. Podobno na tym nie koniec zawiadomień.
Cztery lata zawieszenia i 20 tys. zł
Podobny proces już się kiedyś odbył w Nowej Soli. W centrum miasta od kilkunastu lat leży hałda ropopochodnych odpadów. Jest ich 30 tys. ton. Wiadomo to z opinii biegłego, którego do sprawy powołała Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli. Ekspert stwierdził, że były kilkusetkrotne przekroczenia niebezpiecznych związków ropopochodnych w odpadach. One nie leżą w beczkach tak jak w Przylepie, są rozlane pod gołym niebem na powierzchni kilku boisk piłkarskich.
Doniesienie do prokuratur w sprawie tych odpadów w 2007 roku zrobił Wadim Tyszkiewicz, ówczesny prezydent Nowej Soli. Zakończyło się ono oskarżeniem Grzegorz K., który był dyrektorem firmy Pol-Eko-Tech i mężem właścicielki. Sprawa trwała 5 lat. Zakończyła się w 2013 roku. Grzegorzowi K. też groziło 5 lat więzienia. Kiedy sędzia odczytywała wyrok na sali był tylko dziennikarz Regionalnej. Nie przyszedł nawet nikt z prokuratury. Dyrektor został skazany na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności, ale z racji, że nie był wcześniej karany wyrok został zawieszony na cztery lata próby. Miał też wpłacić nawiązkę w wysokości 20 tys. zł na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Dodatkowo został ukarany grzywną w wysokości 2,5 tys. zł. W okresie kiedy zapadł wyrok koszt utylizacji tych odpadów szacowano na kilkadziesiąt milionów złotych. Oskarżony miał także pokryć koszty procesu ponad 6,8 tys. zł, dostał też pięcioletni zakaz prowadzenia firmy, która zajmowałby się gospodarką odpadami. Od wyroku minęło 10 lat. Hałda jak leżała tak leży.