We wtorek, na wspólnym posiedzeniu komisji rady powiatu, radni dyskutowali o rekultywacji w Mirocinie Dolnym. Na wierzch wychodzą kolejne nieprawidłowości.
Przedstawiciele starostwa spotkali się z przedstawicielami urzędu marszałkowskiego i WIOŚ. Rozmawiali o rekultywacji. Przebieg spotkania zrelacjonował we wtorek, w trakcie wspólnego posiedzenia komisji rady powiatu, Daniel Zych, który odpowiada za wydział ochrony środowiska w starostwie.
– WIOŚ poinformował nas o swoich obawach, czy faktycznie rekultywacja zostanie zakończona w terminie, czyli do 31 maja – relacjonował Zych. – Nie wszystkie roboty, które zostały określone w dokumentacji projektowej, zostały wykonane przez [paywall] firmę IRRECO – w tym momencie Zych na myśli miał rów opaskowy. Nie powstał, choć powinien. Jeśli powstanie, to najwcześniej za kilka miesięcy. Bo firma IRRECO dopiero złożyła wniosek do Wód Polskich o pozwolenie wodno-prawne, na które czeka się przynajmniej pół roku. Za dopilnowanie, żeby przedsiębiorca wykonał taki rów, odpowiada marszałek województwa. Jego budowa jest konieczna, ponieważ ma służyć do zbierania i odprowadzania wód opadowych i różnego rodzaju odcieków.
– Jakie to może mieć konsekwencje, że rów opaskowy nie został zrobiony? – zapytał radny Paweł Zwolski. Odpowiedź nie padła.
Jakie zabezpieczenie?
Od spółki IRRECO kilka lat temu zostało pobrane zabezpieczenie w kwocie pół miliona złotych. Co istotne, nie jest to zabezpieczenie w gotówce. – Jest to gwarancja ubezpieczeniowa na wypadek szkód w środowisku, które mogą powstać w wyniku prowadzonej rekultywacji – poinformował Zych. – Ta gwarancja jest zwracana dopiero po 30 latach od zakończenia rekultywacji. Czyli jeśli wciągu 30 latach powstaną jakieś szkody w środowisku, można uruchomić gwarancję.
Co z badaniami?
Starostwo zapowiadało, że wykona badania na rekultywowanym składowisku metodą odwiertów. Ogłosiło trzy przetargi. Nie zgłosiła się żadna firma. – Po sugestiach WIOŚ, nakażemy inwestorowi przeprowadzić przegląd ekologiczny – kontynuował Zych. – To dokument, który przedstawia, czy dane przedsięwzięcie działa szkodliwie na obszar danej inwestycji – wyjaśnił.
– Dlaczego my, jako starostwo, nie zrobimy tego przeglądu? – zdziwił się radny Grzegorz Zwarycz. – Przecież jeżeli inwestor zrobi taki przegląd na swoją rękę, to takie badanie nie będzie wiarygodne – ocenił.
– Poczekajmy pierw, co przedstawi nam inwestor – odpowiedział Zych.
– Co wniesie przegląd ekologiczny, wykonany na miesiąc przed zakończeniem rekultywacji? – zapytał radny Mariusz Stokłosa. – Jak byśmy prędzej zlecili takie badania ekologiczne, nic by to nie wniosło do sprawy? – zapytał retorycznie.
– Byłaby wiedza – przyznał Zych.
– O to mi chodzi, że mogliśmy wykonać szybciej te badania – zauważył Stokłosa.
– SKO nakazało nam przeprowadzić odwierty – odpowiedział Zych. – Odwiertów nie możemy przeprowadzić. Już mówiliśmy, z jakiego powodu. Przegląd ekologiczny będzie postępowaniem zastępczym, które wniesie dużo do sprawy – dodał.
– Nic nie wniesie, bo firma za miesiąc się zwinie – odpowiedział Stokłosa.
– Co w przypadku, gdy przegląd ekologiczny pokaże, że parametry są złe? – zapytał radny Zwolski.
– W ustawie Prawo Ochrony Środowiska nie ma niestety wzmianki, co należy wówczas zrobić – odpowiedział Zych.
Ile zwieziono odpadów?
Radny Przemysław Ficner zapytał o to, ile do tej pory przedsiębiorca zwiózł odpadów na rekultywowane składowisko. Zych nie potrafił odpowiedzieć. Zadeklarował, że odpowie na najbliższej sesji.
Spółka chce wydłużenia
W ubiegłym tygodniu informowaliśmy na naszych łamach, że na składowisku odpadów leżą góry śmieci. Następnego dnia starostwo pojechało to sprawdzić. – Stwierdziliśmy, że odpady przywiezione na składowisko nie odpowiadają normom, które są określone, był to kompost, który tak naprawdę nie był kompostem – poinformował Zych.
Starostwo spotkało się z przedstawicielami firmy IRRECO i prawnikami tej spółki. – Na spotkaniu zostaliśmy poinformowani, że zamierzają złożyć do nas wniosek o wydłużenie ważności decyzji na rekultywację – skwitował Zych.
26
Poprzedni artykuł