Wody Polskie wydały pozytywną decyzję dla spółki Irreco na budowę rowu opaskowego na rekultywowanym w nieprawidłowy sposób terenie w Mirocinie Dolnym. Czy jest się z czego cieszyć? A może należy się bać?
Rów opaskowy ma służyć do odprowadzania z rekultywowanego terenu niebezpiecznych odcieków, które sączą się ze zwiezionych tam ogromnych ilości odpadów. Powinien powstać dawno temu, ale nie powstał. Nie zadbała o to spółka Irreco, która prowadzi rekultywację. A urzędnicy z lubuskiego urzędu marszałkowskiego i nowosolskiego starostwa tego nie egzekwowali. W efekcie na rekultywowanym terenie powstało ogromne rozlewisko, pełne niebezpiecznych substancji, w tym metali ciężkich. Ten toksyczny koktajl przesiąka do gruntu i zagraża wodom gruntowym, a w konsekwencji przyrodzie i ludziom.
Dlaczego teoretycznie?
Spółka latami [paywall] ociągała się ze złożeniem wniosku do Wód Polskich o wydanie pozwolenia na wybudowanie rowu. Gdy wreszcie złożyła wniosek pod koniec ubiegłego roku, ruszyły skomplikowane procedury. W poniedziałek otrzymaliśmy odpowiedź z Wód Polskich, że w miniony piątek (19.04) wydano pozytywną decyzję dla spółki Irreco. Zatem teoretycznie może zacząć budować rów. Dlaczego teoretycznie? Z decyzji wydanej przez Wody Polskie i ze stanu rekultywowanego terenu wynika, że obecnie nie da się tam wybudować rowu zgodnego z parametrami wyznaczonymi w decyzji. Parametry te wynikają z projektu zatwierdzonego przed laty przez urząd marszałkowski. Tyle tylko, że na przestrzeni minionych lat wielokrotnie wykazywano, że ten projekt zawiera liczne błędy.
Czym to się może skończyć?
Wiele wątpliwości ma między innymi Maciej Sytniejewski, mieszkaniec Mirocina Dolnego, który śledzi sprawę kontrowersyjnej rekultywacji od samego początku. – Z decyzji wydanej przez Wody Polskie wynika, że część rowu musiałaby wisieć w powietrzu, co jest zupełnym absurdem – alarmuje Sytniejewski. Martwi się, że taka decyzja stworzy spółce Irreco możliwość do zwożenia kolejnych tysięcy ton odpadów. Bo spółka może teraz zasłaniać się wspomnianą decyzją i stać na stanowisku, że wybudowanie niezbędnego rowu umożliwi jedynie podwyższenie poziomu rekultywowanego terenu właśnie przy pomocy odpadów. O dalsze ich zwożenie zabiegają zresztą od wielu miesięcy.
W tym momencie przypomnijmy, że do tej pory Spółka zwiozła blisko 230 tysięcy ton odpadów. Często były wątpliwej jakości. Czy mieszkańcy Mirocina Dolnego znowu będą skazani na wąchanie smrodu i najazd tysięcy ciężarówek na ich wieś?
Wiele pytań
Przyjrzeliśmy się decyzji wydanej przez Wody Polskie i nabraliśmy podobnych wątpliwości, co Maciej Sytniejewski. Dlatego wysłaliśmy szereg pytań do Wód Polskich. Oto odpowiedź:
„Decyzja udzielająca pozwolenia wodnoprawnego na wykonanie urządzenia wodnego, czyli rowu opaskowego w Mirocinie Dolnym, została wydana na podstawie dokumentów załączonych do wniosku, zgodnie z art. 407 ust. 2 ustawy Prawo wodne. Rzędne terenu podane w decyzji wskazują rzędne skarp planowanego do wykonania rowu opaskowego, a nie rzędne składowiska. Zgodnie z przedłożonymi dokumentami maksymalna docelowa rzędna składowiska będzie wynosiła 95 m n.p.m., w związku z tym spływ powierzchniowy powinien zostać zachowany.
Zgodnie z przepisem art. 407 ust.1 ustawy Prawo wodne – pozwolenie wodnoprawne wydawane jest na wniosek, co oznacza, że organ jest związany zakresem wniosku i rozpatruje wyłącznie te czynności, które są objęte wnioskiem. Wody Polskie nie mogą żądać od wnioskodawcy rozszerzenia wniosku i od tego uzależniać decyzję w zakresie wydania danego pozwolenia wodnoprawnego.
Przedmiotowy wniosek obejmował wykonanie urządzenia wodnego, tj. rowu opadowego. Pozostałe kwestie dotyczące zamknięcia składowiska odpadów i jego wpływu na środowisko, jak również sposobów jego rekultywacji znajdują się zgodnie z polskim prawodawstwem w kompetencjach innych organów. W tym przypadku są to Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Zielonej Górze, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gorzowie Wielkopolskim, Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego, Starostwo Powiatu Nowosolskiego, Gmina Kożuchów czy właściciele działek, na które przedmiotowe składowisko może w bezpośredni sposób oddziaływać. Natomiast kwestiami ewentualnych przestępstw przeciw środowisku zajmują się odpowiednie organy ścigania – policja oraz prokuratura”.
Na początku kwietnia z rekultywowanego terenu lawety zabrały wszystkie maszyny, między innymi spychacz i koparkę. – Co to oznacza? – głowili się mieszkańcy. – Czy spółka odpowiedzialna za pseudorekultywację powoli zaczyna się zwijać? – dopytywali. – A może po prostu skończyła się umowa na dzierżawę tych maszyn? Może wkrótce przyjadą kolejne?
19