Co słychać w śledztwie dotyczącym korupcji w lubuskich urzędach w związku z pseudorekultywacją w Mirocinie Dolnym?
Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Dotyczy „korupcji oraz powoływania się na wpływy w urzędach administracji rządowej i samorządowej, a także w aresztach śledczych i prokuraturach”.
W sprawie zatrzymano i przesłuchano do tej pory między innymi byłą urzędniczkę ze Starostwa Powiatowego w Nowej Soli, byłego wysoko postawionego urzędnika z Lubuskiego Urzędu Marszałkowskiego, a także trzech inspektorów z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Zielonej Górze i Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Mieli związek z pseudorekultywacją, bo wydawali decyzje, prowadzili kontrole, itp. Usłyszeli zarzuty. Wszyscy wyszli na wolność, niektórzy za kaucją.
– Na jakim etapie jest ta sprawa? – zapytałem w prokuraturze.
– Obecnie [paywall] gromadzona jest niezbędna dokumentacja, przesłuchiwani są świadkowie – odpowiedziała prokurator Izabela Knapik z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach. – Od września 2024 roku nie zatrzymywano w sprawie kolejnych osób – dodała.
O powyższych zatrzymaniach na łamach naszego tygodnika pisałem w ubiegłym roku. Od kilku lat piszę też o pseudorekultywacji w Mirocinie Dolnym. Lubuscy samorządowcy i politycy pozwolili na jej prowadzenie śmieciowym biznesmenom, w tym ludziom powiązanym z mafią śmieciową. Mowa chociażby o Dariuszu Tarłowskim, który poszukiwany jest dziś listem gończym, a także o członkach rodziny dawnego barona mafii paliwowej. Znalazłem dowody.
Mówili, że z Mysłowic
Ślad z Mirocina Dolnego może prowadzić do Mysłowic na Śląsku. Znajdowała się tam bomba ekologiczna – ponad osiem tysięcy ton odpadów niebezpiecznych, zamkniętych w różnego rodzaju pojemnikach. Rząd PiS przeznaczył blisko 100 milionów złotych na jej rozbrojenie. Utylizacją zajmowała się między innymi spółka Solveco, której prezesem jest Ireneusz Winiarski, udziałowiec w spółce Irreco. Spółka Irreco, w której Winiarski był kiedyś nawet prezesem, odpowiada za pseudorekultywację w Mirocinie Dolnym.
W przeszłości, gdy mieszkańcy Mirocina Dolnego organizowali protesty i zatrzymywali ciężarówki zwożące odpady, rozpytywałem kierowców, skąd jadą. Niektórzy odpowiadali, że z Mysłowic. Nie udało mi się zweryfikować, czy mówili prawdę. O tym, że część zwożonych odpadów pochodzi z Mysłowic, kierowcy mówili też mieszkańcom.
Dziś wiadomo, że odpady niebezpieczne z Mysłowic były często niewłaściwie utylizowane i rozjechały się po kraju. Czy ich część rzeczywiście mogła trafić do Mirocina i zostać tam zakopana pod górą zmielonych śmieci, zwiezionych w ramach pseudorekultywacji? Wprawdzie biegły sądowy wykluczył obecność odpadów niebezpiecznych na tym terenie, nie zlecił jednak wykonania odwiertów, bo teren jest tam bardzo grząski, przypomina bagnisko.
Nie zbadali
Sprawę niewłaściwej utylizacji bomby z Mysłowic prowadzi Prokuratura Regionalna w Katowicach.
– Na jakim etapie jest obecnie ta sprawa? – zapytałem.
– Pozostaje w toku – odpowiedział prokurator Michał Binkiewicz, rzecznik tej prokuratury.
– Czy w sprawie badano wątek dotyczący rekultywacji prowadzonej w Mirocinie Dolnym? A jeśli tak, to czy są jakiekolwiek dowody na to, żeby odpady z Mysłowic zwożono również do Mirocina Dolnego, ewentualnie do pobliskiego Nowogrodu Bobrzańskiego, gdzie spółka Irreco miała swoją siedzibę? A może jednoznacznie to wykluczono? Jeśli wykluczono, to czy mógłbym otrzymać odpowiedź, na jakiej podstawie? – to moje kolejne pytania.
– Nie uzyskano dowodów, aby odpady z Mysłowic zwożono do Mirocina Dolnego lub Nowogrodu Bobrzańskiego. Spółka Irreco nie przewija się w sprawie – odpowiedział prokurator. Dowodów nie ma, ale wątku mircińskiego nikt nie zbadał. – W sprawie nie jest i nie był badany wątek rekultywacji w Mirocinie Dolnym – potwierdził prokurator Binkiewicz.
– Czy w takim razie prokuratura rozważa, żeby jednak sprawdzić ten wątek, czy nie widzi takiej potrzeby? – dopytałem.
– Według stanu dowodowego na dzień udzielenia odpowiedzi wątek ten nie jest eksploatowany procesowo. Podkreślić jednak trzeba, że sprawa ma charakter rozwojowy – zastrzegł prokurator.
Kto za to zapłaci?
Tymczasem z rekultywowanego terenu w Mirocinie Dolnym zniknęły wszelkie sprzęty spółki Irreco. Mieszkańcy wyśledzili niedawno, że część była wystawiona na aukcjach internetowych. Pozostały tylko porozwalane śmieci i przede wszystkim ogromne bagnisko, czyli zmielone śmieci wymieszane z toksycznymi odciekami z odpadów. Teren nie jest w żaden sposób zabezpieczony.
Co stanie się z tym bagniskiem? Nie wiadomo. Bardzo prawdopodobne, że w przyszłości za rozbrojenie tej bomby zapłacą podatnicy.
37
Poprzedni artykuł