Stolica lubuskiego przestała być zieloną wyspą na mapie stawek za śmieci. Radni zrobili podwyżkę o 8 zł. Władze tłumaczyły, że nie ma innego wyboru, bo spółka przejęta po latach rządów Janusza Kubickiego tonie w długach.
W swoim budżetowym expose Marcin Pabierowski, prezydent Zielonej Góry, zapowiadał, że nie będzie podnosił podatków od nieruchomości. O śmieciach i wodzie nie wspomniał. We wtorek (25.02.) na sesji pojawiła się uchwała o podwyżce stawki za śmieci. Dotychczas mieszkańcy Zielonej Góry za odbiór odpadów płacili 29 zł za osobę. Ci mieszkający np. w Barcikowicach czy Zawadzie – 23 zł, ale do nich śmieciarka dojeżdżała raz w miesiącu. Władze zaproponowały podwyżkę o 8 zł do kwoty 37 zł i 31 zł. W przypadku nieruchomości niezamieszkałych stawka będzie wynosić 20,70 zł.

Jarosław Flakowski, wiceprezydent Zielonej Góry, tłumaczył, że Zakład Gospodarki Komunalnej tonie w długach. Co ciekawe poprzednie władze musiały doskonale zdawać sobie z tego sprawę, bo wynik spółki na koniec 2023 roku wynosił minus 5,8 mln zł.
– Przypomnę, że w 2024 poprzedni prezydent przeprowadził podwyżkę wynagrodzeń w spółce, bez zapewnienia finansowania tej podwyżki, stąd straty systematycznie rosły – tłumaczył J. Flakowski.
Janusz Kubicki w swoim (kabaretowym) stylu skomentował podwyżkę na Facebooku. Sfotografował się z workiem śmieci i napisał, że idzie je wyrzucić puki są jeszcze tanie. Wyśmiewał przy tym wyborcze obietnice, że nie będzie podwyżek. Trudno dostrzec w jego wpisach, że czuje się choćby częściowo odpowiedzialny za sytuację finansową spółki.

Bańka straty na parkingu
ZGK w ub. roku wygenerował też ponad półmilionową stratę w zakresie gospodarowania odpadami.
– Nie spodziewaliśmy się powodzi. Po powodzi stawki za gospodarowanie wielkimi gabarytami zostały znacząco podniesione – mówił wiceprezydent.

ZGK zajmuje się nie tylko odbieraniem śmieci i utrzymywaniem czystości i zieleni w mieście. To spółka, która żadnych zadań się nie boi, więc administruje także świetlicami, czy parkingiem wielopoziomowym. Świetlice przyniosły 210 tys. zł straty, a parking blisko 1 mln zł.

– Co generuje taką stratę na parkingu, który miasto postawiło za 30 mln zł? – pytał Janusz Rewers, radny KO.
– Podatek od nieruchomości w wysokości 800 zł, który wraca do miasta, ale to koszt spółki, są to też płace pracowników. Szukamy rozwiązania, które pozwoli osiągnąć bilans bliski zeru – tłumaczył J. Flakowski.
Chcemy wyprowadzić spółkę na prostą
W 2024 roku wynik finansowy spółki to 3 mln 350 tys. zł na minusie, chociaż prognozowano już nawet 8 mln 350 tys. zł.
– Stratę udało się zmniejszyć dzięki działaniom naprawczym – powiedział J. Flakowski.
Władze pokazały radnym szacunkowe koszty spółki na 2025 roku. Po przetargach wyszło, że wzrosną one o 10,5 mln zł w stosunku do 2024 roku. Najbardziej wzrośnie koszt przetwarzania odpadów z ich dalszym recyklingiem i unieszkodliwianiem. W 2024 r. ZGK płacił za to firmie zewnętrznej 13,5 mln zł, w tym roku koszt wzrósł do 20,7 mln zł. Tylko więc w tym elemencie koszty wzrosną o 7 mln 230 tys. zł.

Spółka zaplanowała też niezbędne inwestycje na 16 mln zł. W tym budowę dodatkowej linii sortowniczej, modernizację komór kompostowych, zakup nowej suwnicy, ładowarek i śmieciarek (średni wiek sprzętu w spółce ma 27 lat).
– Chcemy wyprowadzić tę spółkę na prostą – mówił J. Flakowski i zapewniał, że spółka nie będzie zarabiać na podwyżce, ale dzięki niej „zbilansuje” swoją działalność.

Radni PiS byli przeciwni podwyżce. Grzegorz Maćkowiak argumentował, że najpierw trzeba zracjonalizować koszty i dokapitalizować spółkę, a dopiero później sięgać do kieszeni mieszkańców. Jacek Budziński zwracał uwagę, że sporo pieniędzy ucieka, bo właściciele nie podają prawdziwy ilości osób, które zamieszkują w lokalach. Przeciwny był też Robert Górski, a Rafał Kasza i Paweł Wysocki się wstrzymali. Uchwała przeszła 16 głosami za. Podwyżka ma obowiązywać od maja.
26
Poprzedni artykuł