Zaczęli wielki remont rur wodno-ściekowych w centrum Lubska. Ale nie ma pewności, czy nie trzeba będzie przerwać prac i wszystkiego zasypać. Bo konserwator zabytków żąda sześć razy głębszych wykopów. A prace, które mają kosztować dodatkowe dziesięć milionów, mogą doprowadzić do ruiny miejski budżet.
Nadzwyczajne posiedzenie zespołu zarządzania kryzysowego odbyło się po tym, jak do Urzędu Miasta w Lubsku wpłynęła decyzja wojewódzkiego konserwatora zabytków. Chodzi o ustalenie zakresu i rodzaju badań archeologicznych w związku z przebudową ulic Krakowskie Przedmieście, Kopernika, Reja w zakresie modernizacji rur wodno-ściekowych w centrum miasta.
W spotkaniu wzięli udział urzędnicy, część radnych, prezesi miejskich spółek, dyrektorzy szkół i DPS, zastępcy dowódców jednostek straży pożarnej i policji oraz przedstawiciele pogotowia ratunkowego i kilku firm znajdujących się w centrum miasta.
Sieć wodociągowa na tych ulicach była budowana w latach 1897-1976 i jest w całości do wymiany. W ostatnim roku było ok. 30 awarii powodujących przerwy w dostawie wody prawie dla połowy mieszkańców miasta i gminy.
Sześć razy głębsze wykopy
– Po analizie decyzji konserwatora zabytków oraz zasięgnięciu opinii projektanta, wykonawcy i archeologa, stwierdziliśmy, że wykonanie tej decyzji stwarza realne zagrożenie katastrofy budowlanej. Ale nie tylko. Bo to też brak możliwości dojechania do pożaru, dojazdu zespołu ratownictwa medycznego i awarii infrastruktury krytycznej na dużą skalę – wyliczał Janusz Dudojć, burmistrz Lubska. Pokazywał uszkodzone rury wycięte z sieci wodociągowej w centrum miasta. – Są dziurawe jak sito – komentował. Mieszkańców miasta rzeczywiście trapią permanentne awarie.
Do gruntu pierwotnego
Inwestycja w centrum ma za zadanie odnowić sieć i połączyć północną część miasta i gminy z nowo budowaną stacją uzdatniania wody Górna Glinka. Ma to zabezpieczyć dostawę wody ok. 7 tys. mieszkańcom gminy.
– I tak trzeba się liczyć z trudnościami w komunikacji drogowej, tym bardziej przez brak drugiej części obwodnicy. Objazd na czas inwestycji będzie przekierowany na wąskie drogi gminne, które nie są przystosowanie do poruszania się ciężkich pojazdów czy autobusów. Tyle że gdyby poszło po myśli konserwatora, to i te trzeba byłoby rozkopać – dodawał J. Dudojć.
W dodatku na bardzo dużą głębokość.
– Oczekiwane przez konserwatora prace archeologiczne mają być prowadzone do osiągnięcia gruntu pierwotnego, co w warunkach Lubska oznacza prowadzenie ich do głębokości nawet 3 metrów na całej szerokości ulic Krakowskie Przedmieście, pl. Wolności, Kopernika, Reja, włączając chodniki, ponieważ wcześniej nie były tu prowadzone badania archeologiczne – tłumaczył J. Dudojć.
Warto zaznaczyć, że te wykopy, które zaplanowane są w ramach trwającej już inwestycji, mają dalece skromniejszy wymiar.
– Tylko prace związane z wymianą sieci wodociągowej będą wykonywane na głębokości ok. 1 metra, a pozostałe, polegające na wymianie nawierzchni drogowej – na głębokości do pół metra i nie ma potrzeby robienia głębszych wykopów – tłumaczył burmistrz.
Skąd wziąć kasę?
W dodatku potrzeba byłoby znacznie więcej pieniędzy, niż to zostało zaplanowane. Prace związane z siecią wodociągową kosztować mają 1 mln 290 tys. zł (termin realizacji – do drugiej połowy stycznia 2026 r.), a z naprawą dróg – 7 mln 811 tys. 620,41 zł (do drugiej połowy lipca 2026 r.). Koszty prac archeologicznych, których żąda konserwator, oszacowano na 10 mln 800 tys. zł. Kiedy to wszystko dałoby się zakończyć? Być może nawet 2 lata później. I to nie wliczając kosztów zabezpieczeń budynków, mostów, pompowań, które będą prowadzone na bieżąco. I nie mówiąc o tym, że zakładanych terminów zakończenia prac firma nie będzie w stanie dotrzymać.
– Trzeba byłoby podeprzeć rury jakimiś kołkami, bo jeżeli wykop ma mieć trzy metry, no to będą wisiały w powietrzu. Potem pod tym, między rurami, jeździć walcem, bo grunt trzeba zagęścić. Musimy się, jako zarządzanie kryzysowe, zastanowić. Czy odstąpić od tej inwestycji? – pytał retorycznie J. Dudojć. I dodawał: – Najpierw badania, potem trzeba robić wodociąg, ale jest obawa, że jak odkopiemy, to rury mogą się rozsypać. Inna rzecz, że nas na to zwyczajnie nie stać – tłumaczył J. Dudojć.
Uderzyć do posłów!
Radni poparli burmistrza.
– Podczas wspomnianego posiedzenia archeolog skomentowała odsłonięcie kamienic. To możliwe archeologicznie, tylko jakie są koszty zabezpieczenia tych kamienic? A zaopatrzenie w wodę jest priorytetem. Musimy realizować tę inwestycję. Jak trzeba, należy uderzyć do naszych parlamentarzystów. Bo to jest ewidentnie sytuacja kryzysowa – grzmiał Robert Słowikowski, radny i przewodniczący komisji bezpieczeństwa.
– To chyba jasne, bo nam kamienice i mosty mogą runąć – wspierał go Jarosław Bednarek, radny.
– Czy konserwator przyjmie odpowiedzialność za katastrofy? – dodawała Alicja Kuźmińska, radna.
– Roboty przedłużą się od półtora do dwóch lat. Tak się po prostu nie da. Nie ma potrzeby odkopywania. Leżało to setki lat, to może leżeć dalej. Może za kilka dekad będą lepsze technologie, które pozwolą na sprawniejsze, bezpieczniejsze ich odkrycie – podrzucał Artur Bondarenko, przewodniczący Rady Miasta.
– Zwróciliśmy się o to, by na razie punktowo sprawdzać grunt. Czekamy na odpowiedź – poinformował J. Dudojć.
Negocjują z konserwatorem
W piśmie do konserwatora urzędnicy napisali, że tak głębokie wykopy mogą doprowadzić do katastrof budowlanych kamienic stojących często na zaprawie wapiennej i na kamiennej podbudowie. Do tego zaznaczyli, że woda gruntowa pojawić się może na głębokości niespełna metra. A podwieszone rury gazowe, energetyczne mogą się rozszczelnić. W dodatku nie będzie możliwości dojazdu dla straży pożarnej czy pogotowia. Wykopy odsłoniłyby też mosty, których podstawy opierają się na gruncie, a rozprężenie konstrukcji może doprowadzić do zawalenia mostu.
Brak możliwości odbioru odpadów z tych czterech ulic wydaje się przy tym już mniejszym problemem, choć mieszkańcom trudno to sobie wyobrazić.
– Mamy z jednej strony poligon, z drugiej – wszystkie procedury. Oczywiście trzeba wspomnieć tu o głosie mieszkańców. Czytam ich komentarze. Są aż nadto wymowne – że jeżeli ktoś chce zafarbować pranie, to trzeba prać w Lubsku. Ale to i tak nic wobec tego, że teraz siedzimy na bombie – kończy J. Dudojć.
45
Poprzedni artykuł