Strona główna » Rodzice stracili cierpliwość

Rodzice stracili cierpliwość

przez imperia

Od wypominania, kto, co i kiedy ktoś powiedział, rozpoczęło się spotkanie Małgorzaty Zimnej, burmistrz Jasienia, z rodzicami uczniów podstawówki (w środę, 21.05.). O konkretach zaczęto mówić, gdy stanowczo zażądali tego rodzice.
Spotkanie dotyczyło planowanych ostrych cięć w oświacie, co wywołało sprzeciw szczególnie rodziców, bo uczniowie mieli stracić część zajęć. Jak co roku, dyrektorki obu szkół stworzyły arkusze, które przedstawiły Urzędowi Miasta do zaopiniowania. Okazało się, że ich budżet jest o wiele zbyt szczupły w stosunku do potrzeb i że w nadchodzącym roku szkolnym brakować będzie 600 tys. zł w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Jasieniu i niemal 200 tys. zł w szkole w Wicinie. Dyskusja na ten temat wywiązała się podczas kwietniowej sesji Rady Miasta w Jasieniu.
M. Zimna tłumaczyła, że wynika to z tego, że część nauczycieli ma półtora etatu, czyli ponad obowiązkowe 18 godzin, a część nie ma nawet podstawowego pensum. A godziny mają uzupełniane z dodatkowych zajęć – nieobowiązkowych, a więc takich, za które gmina nie musiałaby płacić. Urząd chciał, żeby zajęcia szachowe czy logopedyczne opłacać z projektów. Oznaczałoby to, że nauczyciele, którzy do tej pory mieli co najmniej pełne pensum, od września musieliby pracować na zmniejszonym etacie, a dorabiać na umowę-zlecenie. Nauczyciele mieli obawy, że za mniejszą stawkę i bez ochrony, którą daje Karta Nauczyciela. A rodzice – że w ten sposób nauczyciele w ogóle zrezygnują z prowadzenia takich zajęć, a dzieci zostaną pozbawione opieki logopedy czy pedagoga. 
 Do tego pojawiły się obawy, że urząd będzie chciał przenieść dzieci z dawnego budynku gimnazjum przy ul. Podmokłej. A konsekwencją miałaby być nauka na dwie zmiany w szkole przy ul. Konopnickiej. Od dyrektorki szkoły w Jasieniu rodzice usłyszeli, że ma 7,5 etatu oraz 300 godzin do ścięcia
To są rozmowy, nie decyzje
Rodzice dzieci, po zebraniu rady rodziców, zażądali spotkania z burmistrz. To odbyło się w środę, 21.05. Rozpoczęła je M. Zimna.
– Trochę nie rozumiem, dlaczego doszło do takiej sytuacji. Gmina boryka się z problemami finansowymi, ale radni są świadomi. Zarówno tego, ile kosztuje oświata, jak i stanu budżetu – wytknęła M. Zimna. I dodawała: – Spotykamy się z paniami dyrektorkami, a na zewnątrz przebijały się informacje, że się kłócimy. Nie wiem, czy to wychodzi z urzędu, czy radni dopowiadają. Bo to są rozmowy, ale nie żadne konkretne decyzje. W tej sytuacji strach się w ogóle odezwać. Bo potem jest taki przekaz informacji i jedna grupa społeczna naskakuje na drugą. I rozchodzi się, że chcemy zabrać ze szkół, żeby np. dać na klub sportowy – ciągnęła M. Zimna.
To nie jest żadna nagonka
To nie były konkrety, na które czekali rodzice.
– Niepokój rodziców wzbudziło nagranie z sesji i artykuł w gazecie „Regionalnej”. Pojawiły się obawy. Informowałam rodziców, że będziemy dochodzić z urzędem do kompromisu – zastrzegła Bogumiła Gudzowska, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Jasieniu.
Uwagi M. Zimnej skomentował Marek Rudnikowicz, radny i członek rady rodziców. 
– Zabrałem głos na sesji, żeby przedstawić sytuację w oświacie. To nie jest żadna nagonka. Chodziło mi o to, żeby przekazać informacje. Inna rzecz, że gdy podczas debaty przed II turą wyborów zadałem pani pytanie o oświatę, zapewniała pani, że na szkoły pieniędzy nie zabraknie. A już na początku roku budżet został obcięty – wytykał burmistrz M. Rudnikowicz.
– Z tego, co pan mówi, wynika, że najbardziej jest pan niezadowolony z faktu, że ja wygrałam. A przecież pan jako radny dobrze zna sytuację budżetową – wypaliła M. Zimna.
Wspierała ją Jadwiga Gotfryd, przewodnicząca Rady Miasta. 
– Na sesji rzeczywiście wywiązała się dyskusja i niepotrzebna narracja. Bo do pani dyrektor należy tworzenie arkusza – mówiła.
Kilka ważnych pytań
Podczas tej wymiany uwag, rodzice stracili cierpliwość. 
– Moja córka chodzi do tej szkoły. Ja jestem członkiem rady rodziców. Mmamy kilka pytań, na które oczekujemy odpowiedzi. Niepotrzebne są dłuższe wywody. Raczej krótka odpowiedź na nasze pytania – upomniała Iwona Koszałka.
Rodzice usłyszeli, że rozmowy były i jest kompromis, który jest efektem wielogodzinnych spotkań. 
– Dlatego po pierwsze pytam, czy jest plan, by szkołę przenieść do jednego budynku na ul. Konopnickiej. Bo wtedy dzieci uczyłyby się na dwie zmiany – dociekała I. Koszałka (część uczniów chodzi do dawnego budynku gimnazjum przy ul. Podmokłej, pozostali – do budynku przy ul. Konopnickiej).
– Nie było takiego planu. To plotka – zaprzeczyła stanowczo J. Gotfryd.
– Czy będzie dalej język niemiecki dla klas I-III? – pytała dalej J. Koszałka.
– Dla klas VII-VIII to zajęcia obowiązkowe, ale zostają jako dodatkowe dla klas IV-VI. Najmłodsi też je będą mieć, tyle że z projektu, czyli nie z budżetu gminy. Ale zajęcia będą – zapewniała M. Zimna.
Ktoś z sali zapytał o logopedę i zajęcia rewalidacyjne.
– Logopeda w wyniku kompromisu będzie w pełnym zakresie dla klas młodszych. Tak naprawdę to tym uczniom i dzieciom przedszkolnym jest najbardziej potrzebny. Co do rewalidacji, to połączymy pary – dwie w przedszkolu, jedna w szkole – odpowiadała B. Gudzowska. Podobnie twierdząco odpowiadała na pytania o informatykę i zajęcia dla uczniów z problemami emocjonalnymi. – Zostaną na tym samym poziomie, jak dotychczas.
Chcieli zmian czy nie?
Jak się okazuje, udało się wygospodarować godziny świetlicowe, które również były zagrożone. A to dzięki zmianom w nauce religii. 
– Od nowego roku będzie jedna lekcja religii, więc mniej godzin pani ze świetlicy będzie poświęcała dzieciom, które z tych zajęć nie korzystają – tłumaczyła B. Gudzowska.
Rodzice dopytywali jeszcze o możliwość doposażenia gabinetów dla starszych uczniów, do nauki przedmiotów ścisłych i usłyszeli, że gmina będzie się starała o dofinansowanie, gdy się pojawi projekt. Usłyszeli też zapewnienie, że Orlik przy szkole zostanie ogrodzony, by w godzinach popołudniowych nie było dostępu do terenu szkoły, a boisko mogło działać.
Wyjaśniona też została kwestia biletów dla uczniów dojeżdżających spoza Jasienia. Gmina płaci także za dzieci, które z dowozów autobusowych nie korzystają, bo np. wożą je rodzice. 
– Rodzice będę poproszeni o złożenie deklaracji, czy będą korzystać, czy nie. Żebyśmy nie płacili niepotrzebnie. Oczywiście będzie można zmienić zdanie, gdyby zaszła taka potrzeba. A dla tych dzieci, które korzystają, nic się nie zmienia. Gmina ma obowiązek dowozić dzieci do szkoły – zapewniała M. Zimna.
Na kilkakrotnie podkreślany zarzut, że zmian nie będzie, że ktoś rozsiewa niesprawdzone informacje i powoduje niepokój wśród rodziców, zareagowała jedna z matek, ucznia drugiej klasy.
– Czyli niby nic ma się nie zmienić?. Ale przecież to nie były plotki, które ktoś roznosił, tylko plany zmian. Bo przecież słyszeliśmy od was, że osiągnęliście kompromis. Że bardzo długo nad nim pracowaliście – zauważyła przytomnie kobieta.
– Z przygotowanej analizy wynikało, że rzeczywiście zmiany muszą być duże. Ale urzędowi zależy, żebyście państwo byli spokojni. Dlatego każda ze stron musiała ustąpić. Teraz też zapewne zabraknie pieniędzy, ale nie będzie to już 600 tys. zł – uspokajała B. Gudzowska.
– Cięcia nie były zaplanowane po to, by coś zaoszczędzić. Tylko żeby dało się oświatę utrzymać przy wzrastających kosztach i malejących pieniądzach z ministerstwa na dzieci – rzuciła na koniec M. Zimna.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz